Debiutancki tygrys Sarsy – „Zapomnij mi”


Sarsa to bez wątpienia jedno z największych odkryć muzycznych ostatnich lat w Polsce. Nietuzinkowy głos, własny styl i świetny kontakt ze swoimi Tygrysami, to cechy charakterystyczne, które bez dwóch zdań pomogły jej w osiągnięciu tak dużego sukcesu. I w zasadzie, jak na razie, tylko same sukcesy na koncie artystki. Miażdżąca popularność debiutanckiej piosenki "Naucz mnie", kilka tytułów przeboju lata, rekordy bite w serwisie YouTube i ostatecznie wydanie debiutanckiej płyty - co więcej, naprawdę niezłej płyty. O krążku "Zapomnij mi" mówiło się wiele jeszcze przed jego premierą, a fani artystki z małym niepokojem spoglądali na kierunek obrany przez Sarsę. "Naucz mnie" choć ociera się o muzykę alternatywną, chwytliwym popowym klimatem osiągnęło ogromny komercyjny sukces. I podobnie do debiutanckiego singla, w założeniu alternatywna płyta, ledwo się o tę alternatywę ociera.

Jak podkreślała w wywiadach Sarsa, "Zapomnij mi" to płyta, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Z jednej strony, to ciekawe, że artystka otwiera się na różne gatunki, stara się być wszechstronna i nie daje się od razu zaszufladkować. Z drugiej jednak, ciężko w ten sposób nagrać płytę, na której każdy utwór trafi do potencjalnego odbiorcy. Bo obok utworów naprawdę dobrych, spotykamy się niestety z dość prostymi utworami, od których roją się polskie radia. Płyta zaczyna się jednak bardzo ciekawie. Przygodę z Sarsą rozpoczynamy od skromnej, ubogaconej w taneczny bit, chwytliwej "Indiany", którą bez wątpienia nazwać można jedną z trzech najlepszych piosenek z płyty. Drugi singiel promujący płytę to przede wszystkim zmanierowane "ułahanej" artystki i jej kapitalna barwa, które razem tworzą ciekawy, radiowy numer. Obok niego spokojnie można postawić dwa bardzo dobre utwory anglojęzyczne - "Chill" i "Feel No Fear". Pierwszy z nich to znana doskonale słuchaczom Sarsy klasyczna ballada, w której wokalnie Sarsa błyszczy i ekscytuje. "Feel No Fear" natomiast to świetnie zrealizowana elektroniczna produkcja, która od pierwszych sekund uderzyła mnie swoim klimatem, stając się automatycznie moim osobistym numerem jeden na płycie.



I cóż, niestety z resztą płyty jest trochę gorzej. Najciekawiej pośród pozostałych propozycji danych nam od Sarsy, prezentuje się debiutanckie "Naucz mnie", którym radia i telewizja nękały nas przez całe wakacje. Choć większa część Polaków ma już zupełny przesyt tej piosenki, nie można jej odmówić, że jest to naprawdę dobrze zrealizowany, popowy numer, który - jak zresztą się stało - skazany był na komercyjny sukces. Całkiem przyzwoicie brzmi "Ona nie jest mną" - piosenka tekstowo przepełniona dość nostalgicznym klimatem, ale w warstwie muzycznej ubogacona o chwytliwy i nadający piosence tajemniczości bit. Wydaje mi się, że problem tego utworu tkwi w refrenie. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem "Ona nie jest mną", od razu pomyślałem: "Kurde, to będzie rewelacyjny numer". Ale coś zaczęło mi zgrzytać w refrenie i choć z piosenką starałem się osłuchać, wciąż refren wydaje się psuć klimat, który Sarsa buduje w każdej ze zwrotek. Podobnie jest z drugim utworem z płyty "Dogonię nas", który podczas zwrotek brzmi świetnie, by w refrenie przemienić się w kiczowaty utwór, tekstowo niedorównujący pozostałym.

Jeżeli rozmawialibyśmy o trzecim singlu z płyty "Zapomnij mi", wydaje mi się, że Sarsa wybrałaby właśnie tytułowy utwór - nie najgorszy, nie najlepszy, ale skazany na sukces podobny do debiutanckiego "Naucz mnie". "Zapomnij mi" to wyjątkowo chwytliwa i całkiem intrygująca ballada, która spokojnie wyróżniłaby się na tle tej tzw. "radiowej sieczki". "23 takie lata" natomiast to bez dwóch zdań najbardziej zagadkowy utwór z płyty, ale przy okazji zaskakująco porywający. Najsłabszym utworem polskojęzycznym jest zdecydowanie "Pozwól odejść", które nie wzbudza żadnych emocji. Ani nie chwyta, ani nie zwraca uwagi słuchacza i choć na płycie Sarsy mimo wszystko brakuje jakiejkolwiek perełki, numer cztery z "Zapomnij mi", w odróżnieniu od każdego pozostałego utworu Sarsy, w żaden sposób, nawet na moment nie zajmuje. Na koniec zostawiłem sobie jeszcze dwa anglojęzyczne utwory - "Dumb Love" i "Brown Eyes". Pierwszy z nich brzmi niczym numer potajemnie podwędzony z debiutanckiej płyty Selah Sue. I to jest akurat komplement, ponieważ Sarsa w tym numerze całkiem jej dorównała. "Brown Eyes" to natomiast piosenka przywołująca od pierwszych dźwięków na myśl twórczość Lany Del Rey, będąca przy okazji anglojęzyczną wersją wcześniej wspomnianego "Ona nie jest mną", ubraną w gitarowe brzmienie. 


Z samą Sarsą mam jednak pewien problem i pojawił się on już przy okazji programu The Voice of Poland, w którym artystka była zdecydowaną faworytką, a sam osobiście jej fenomenu nie byłem w stanie pojąć. Podziwiałem jej barwę i pomysł na siebie, a jednocześnie będąc na scenie, nie była mnie w stanie do siebie przekonać. Początkowo rozczarowaniem okazało się dla mnie również debiutanckie "Naucz mnie", które choć wcześniej w recenzji określiłem mianem naprawdę dobrej piosenki, to początkowo byłem rozczarowany "radiowym kierunkiem" Sarsy. Spodziewałem się po niej raczej czegoś w stylu Lorde czy Selah Sue, gdyż czułem, że z jej ciekawą barwą współgra muzyka alternatywna ubogacona o intrygującą elektronikę i nostalgia. A tak dostałem radiowy produkt, jeszcze w dodatku tak nachalnie promowany na każdym kroku, że w pewnym momencie obawiałem się, czy aby Sarsa nie wyskoczy z mojej lodówki z ukulele i nie będzie gonić, biec i latać ponad. I niestety również nie przekonała mnie do siebie w stu procentach swoim debiutanckim krążkiem. Niezłym, ale pozostawiającym po sobie nutę rozczarowania i wrażenie zmarnowania tkwiącego w niektórych utworach potencjału. Te słowa pisze mi się o tyle trudniej, że Sarsa w moich oczach to niezwykle prawdziwa osoba, skromna, mająca do siebie dystans (już chyba słynna w internecie "Pomidorowa") i przede wszystkim niezwykle sympatyczna, która na nasze wspólne spotkanie przyniosłaby swoją płytę ze specjalną dedykacją i z uśmiechem mi ją wręczyła. Sarsa mnie nie przekonała, ale na pewno będę się jej karierze dobrze przyglądał, bo to niezwykle ciekawa artystka (co udowadnia chociażby znakomitym "Feel No Fear"), a przekonanie mnie do swojej twórczości to jej nowe wyzwanie. 

Komentarze