Król nigdy nie umiera – „Do utraty sił” (2015)


Boks to sport, który w żaden sposób do mnie nie przemawia (zresztą jak wiele innych dyscyplin sportowych). Przeraża mnie jego brutalność i bezwzględność, a w dodatku lejąca się krew nie należy do moich ulubionych widoków. Sięgając po "Do utraty sił" wiedziałem jedynie, że to film o bokserze. Szczerze obawiałem się zbyt wielu walk i wiążącego się z tym znużenia, bo ciężko, by człowiek, którego ten sport wręcz odpycha, spoglądał z napięciem na kolejne bolesne uderzania kierowane w stronę przeciwnika. Nie wyobrażacie sobie nawet jakim zaskoczeniem była transformacja tego filmu w niezwykle dotkliwy dramat człowieka - upadającego sportowca i ojca, który wydaje się, że na zawsze traci jedyną córeczkę.
Billy Hope ciężką pracą osiągnął wszystko, czego można oczekiwać od życia. Ma piękną i kochającą żonę, uroczą córkę i wielkie osiągnięcia na ringu. Choć wydaje się to niemożliwe, w ciągu jednego dnia traci wszystko. Billy sięga dna, a jedynym sposobem, by się od niego odbić, jest rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Wsparcie znajduje na sali treningowej prowadzonej przez emerytowanego pięściarza i trenera najtwardszych bokserów amatorów. Dzięki jego wsparciu, Billy rozpoczyna największą walkę swojego życia, która ma przynieść mu odkupienie i zwrócić zaufanie bliskich. Najważniejsze stracie odbędzie się jednak poza ringiem. (opis dystrybutora)
Billy Hope jest znakomitym bokserem, czterokrotnym mistrzem świata i bardzo bogatym człowiekiem, który wozi się najnowszymi czarnymi brykami i może sobie pozwolić na wszystko, co z pieniędzmi związane. Poza spełnieniem się zawodowym, ma kochającą żonę i małą córeczkę, za które oddałby swoje życie. To dość przykre, że osoby, które są na szczycie i mają praktycznie wszystko, potrafią tak nisko upaść i często nie dać rady się podnieść. Czasami są to ich osobiste błędy, czasami, tak jak w przypadku głównego bohatera, strata części siebie. Billy Hope traci swoją żonę, największy napęd w swoim życiu, który dotychczas umożliwiał mu przetrwanie w brutalnym świecie boksu. Później nie mogąc poradzić sobie z brakiem swojej miłości, traci najpierw córkę, a później cały majątek, przenosząc się z wielkiej willi do skromnego mieszkania w głośnym centrum miasta. Billy Hope upada, ale nie o upadku opowiada najnowszy film Antoine Fuqua. "Do utraty sił" daje niezłego emocjonalnego kopa i pokazuje, że jeżeli nie dla siebie, warto walczyć o lepsze jutro dla kogoś, a w przypadku Hope'a tym kimś jest zabrana mu córka.


Pal licho ten cały sport i nieszczęsny boks - najboleśniejszym uderzeniem, niczym nokaut w pierwszej rundzie, jest relacja pomiędzy ojcem i córką, fenomenalnie zagrana zarówno przez Gyllenhaala (najlepsza rola w karierze?), jak i młodziutką Oonę Laurence, która na razie raczkuje w kwestiach aktorstwa. I nie chodzi w niej w ogóle o proste wzruszenie, a o prawdziwą miazgę w serduchu. Billy i Leila balansują na granicy miłości, nienawiści i rozczarowania, spośród których dominuje oczywiście miłość, często zatajona i wyrażana właśnie przez słowa wrogości i zupełnej niechęci do drugiej osoby. Obok ogólnej zmiany Billy'ego, jeszcze większe wrażenie robią zmiany zachodzące w głowie dorastającej w niesprzyjających warunkach dziewczyny. Tak, jak Billy rozczarowany jest sam sobą, tak samo rozczarowana jest jego postawą Leila, która poprzez zamknięcie w ośrodku, czuje się nie tyle co opuszczona, co po prostu porzucona przez ojca, podejmującego naiwne i nieprzemyślane decyzje, którego wciąż, pomimo błędów, kocha. Patrząc na to, co dzieje się pomiędzy dwójką bohaterów, a jest to bardzo silne oddziaływanie, nasze serce samowolnie się kraje i do zakończenia życiowej walki obojga z nich, ostatnimi siłami jesteśmy w stanie powstrzymać się od zupełnego zalania się łzami. 

Od strony sportowej, "Do utraty sił" nie wydaje się niestety filmem wyjątkowo odkrywczym i zapętla się w dość przewidywalny schemat. Nie przeszkadza to jednak w przeżywaniu całej historii Hope'a, który zgodnie ze swoim nazwiskiem (przypadek?), odnajduje w sobie nadzieje na odzyskanie prawie wszystkiego, co stracił. "Do utraty sił" generalnie nie wnosi niczego nowego do kina sportowego, jednak okazuje się emocjonalną potęgą. Petardą, która wielokrotnie eksploduje na ekranie, uwieńczając cały film końcowym wybuchem. Ostatecznie w całym tym pojedynku najlepszym bokserem okazuje się Antoine Fuqua, który tą historią przekracza pewną granicę, sprawiając nam wewnętrzny ból i koniec końców nokautując nas. Subiektywnie emocjonalna perełka, obiektywnie bardzo dobry film. Kings Never Dies.




foto: filmweb.pl

Komentarze