Pokonam dziś siebie – „Dzika droga” (2015)


Od czasu, kiedy zobaczyłem "Dziką drogę", minął już miesiąc. Przez ten czas trzymałem ten film gdzieś w głębi siebie, wylewając swoje refleksje na jego temat jedynie na kartkę papieru, co pomogło mi nie tylko utrwalić sobie swoje przemyślenia, ale przede wszystkim nie dało mi o tej historii zapomnieć. Jean Marc-Vallee po raz kolejny wziął na warsztat osobę zwykłą, ale jednocześnie w tej zwykłości wyjątkową. Pamiętamy Rona Woodrofa, głównego bohatera oscarowego "Witaj w klubie", który jako przeciętny człowiek, zaczął czynić wiele dobrego dla innych. Sięgając trochę dalej, poznajemy Jacqueline z "Cafe de Flore" - zwykłą kobietę, która w zdecydowanie niezwykły sposób kochała swojego synka. Obok tych dwóch postaci, śmiało możemy postawić Cheryl Strayed - kobietę słabą i silną jednocześnie.

Można powiedzieć, że Cheryl miała wszystko - kochającego męża, oddaną przyjaciółkę, pracę i życiową stabilność. Jednak wszystko co dobre, prysło w jednym momencie. Najpierw zmarła jej ukochana matka, która choć nie była kobietą idealną, a w ich stosunkach niejednokrotnie pojawiały się sprzeczki, to wnosiła wiele do życia Cheryl. Później doszło do zdrad, problemów z używkami i w konsekwencji z rozpadem małżeństwa. Teraz młoda kobieta postanawia zrobić pierwszy od dłuższego czasu krok do przodu i wyrusza w pieszą wyprawę po Ameryce obejmującą tysiąc mil, by uporać się z przeszłością, wspomnieniami i doświadczeniami, które momentalnie zniszczyły wszystko, co miała.

"Dzika droga" to film zdecydowanie jednego bohatera - w tym przypadku kobiety, która upada i z kompletnego dna próbuje choć trochę ustabilizować swoje życie. Cięższym bagażem niż ten, który główna bohaterka przez tysiąc mil niesie na plecach, jest bez wątpienia jej bagaż doświadczeń. Cheryl popełniła jeden błąd, a kolejne z nich zaczynały pojawiać się jakby same. Momentalnie zrujnowała swoje życie, spychając samą siebie na margines. W odbudowaniu wewnętrznej siły nie może liczyć na nikogo, nawet na swojego byłego męża, który ułożył swoje życie, a ciężar rozmów z nim bardzo mocno odbija się na Cheryl. Kobiecie ciąży również jej zmarła matka, a właściwie wspomnienia z nią związane, w których przechodzimy ze skrajności w skrajność, balansując na linii pomiędzy miłością i nienawiścią. Różnice pojawiające się pomiędzy kobietami to przede wszystkim wieczna doskonałość Cheryl oraz niedocenianie przez nią dość nieudolnego dążenia do doskonałości przez jej matkę. Każdy kolejny krok stawiany przez główną bohaterkę, wzmacnia ją samą oraz buduje na jej twarzy coraz więcej pewności. Obraz Cheryl to smutna, ale jednocześnie niosąca nutę nadziei historia, która pokazuje, że z przeszłością można walczyć i że warto spróbować.


Tytułowa dzika droga wydaje się być życiem każdego z nas, przez co film nabiera bardzo uniwersalnego sensu. Jest to życie pełne zakrętów, wyłaniających się zza drzewa problemów oraz niespodziewanych błędów, które rzucają pod nasze nogi kłody. Zatem w swoim wydźwięku i płynących z historii refleksji, "Dzika droga" nie wnosi niczego nowego do światowego kina, a francuski reżyser bazuje na dobrze znanych nam z tego typu filmów schematach. Ze swojego filmowego boju wychodzi jednak z obronną ręką, ponieważ jego "Dzika droga" to niezwykle inspirujące niespełna dwie godziny. Kameralne kino, pełne refleksyjności i ciszy, a przy tym również niezwykle bogate w emocje, które niejednokrotnie dają nam się we znaki podczas wyczerpującej wędrówki Cheryl.

Na ekranie niesamowitą przemianę nie tylko osobowościową, ale przede wszystkim aktorską, przechodzi Reese Witherspoon, która z legalnej blondynki przeobraża się w niezwykle silną i charyzmatyczną kobietę, która uwydatnia swoją determinację i rosnący z każdym krokiem upór. Jest to niezwykle przejmująca rola, która po seansie mimo wszystko skłania do refleksji. Jej postać wręcz sama prosi się o naszą osobistą ocenę. I dla wielu może być to ocena niesprawiedliwa, ale w obliczu zmiany jaką przechodzi na naszych oczach główna bohaterka, ciężko nie powiedzieć, że to dobry człowiek, który po prostu zbłądził. Upadł, ale się podniósł i chce iść z głową uniesioną do góry przed siebie. Partnerująca jej Laura Dern, która króluje na drugim planie, wykreowała równie intrygującą i co za tym idzie rewelacyjną rolę, która wnosi do historii wiele świeżości i bardzo mocno oddziałuje nie tylko na samą historię, ale przede wszystkim na nas, widzów.

Kluczowy dla "Dzikiej drogi" jest upadek. I tak jak niejednokrotnie na swojej drodze upada Cheryl, tak i my niejednokrotnie upadniemy, by później się podnieść i kontynuować swoją podróż przez nasze własne życie. Postać Strayed pokazuje, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. "Dzika droga" to niezwykle inspirujące kino, które również mi w odpowiednim momencie pokazało, że nie wolno się poddawać i walczyć o lepsze jutro. Kino, które pozostanie ze mną na zawsze.

foto: Fox Searchlight Pictures

Komentarze