Zabawa w rytmie disco – „Disco Polo” (2015)


Disco polo to jakby nie patrzeć ważny element w historii naszej kultury. Gdybym zapytał się każdego z Was po kolei, co sądzi o disco polo, jednogłośnie powiedzielibyście - obciach. I wcale Wam się nie dziwię, bo moja reakcja byłaby podobna. Kojarzące się z tą muzyką dzwony, złote łańcuchy, marynarki w cekiny, srebrne pasy czy wręcz tęczowe kostiumy to największa tandeta, zaraz po banalnych i często dość głupich tekstach piosenek. Tekstach, które w mniejszym lub większym stopniu zna każdy z nas. Jeżeli więc potraficie bawić się w grupie przy rytmach gorącego polskiego disco, wiedzcie, że "Disco Polo" okaże się świetną rozrywką - zabawną, kolorową i przepełnioną po brzegi naszą swojską muzyką.

Tomkowi marzy się kariera muzyczna. Kiedy wydaje się, że mieszkając na prowincji, jego droga do kariery została zamknięta, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Chłopak odnajduje Rudego, którego przekonuje do założenia zespołu. Pierwszy koncert grają we wiejskiej remizie, kradnąc serca swoich nowych słuchaczy. Pewnego dnia udaje im się wedrzeć do wielkiej polskiej wytwórni Alfa, której właścicielem jest Daniel Polak. Mimo nieudanego pierwszego spotkania, ostatecznie udaje im się podpisać kontrakt. Wtedy rozpoczyna się najpiękniejszy okres w życiu Tomka - prawdziwa kariera, pełna sławy, pieniędzy, fanek, ale i miłości do Gensoniny, diwy muzyki disco polo.

"Disco Polo" to prawdziwy amerykański sen, o którym w latach 90. marzyło wiele milionów naszych rodaków. Okres ten to czas wkraczania w wolność, pełen radości i chęci zabawy, a przy okazji początek procesu adaptacji naszego polskiego życia do zachodniej rzeczywistości. Maciej Bochniak, w swoim pełnometrażowym debiucie, nieśmiało podśmiewa się z całej kultury polskiego disco, robiąc to przy okazji w sposób niezwykle trafny. Co najlepsze, nie bawi się w mądrości, a ze swojego debiutu robi film banalny i przystępny dla każdego widza, kupując jego uwagę nie historią (w dodatku zwariowaną jak całe disco polo), a piosenkami. Pomijając współczesne rytmy "Ona tańczy dla mnie", "Disco Polo" to film wypełniony po brzegi polskimi szlagierami, pośród których królują "Jesteś szalona", "Wolność" czy "Życie to są chwile" (czy istnieje jakiś Polak, który nie zna któregoś z refrenów?!). Bochniak nakręcił prostą komedię, ale jej moc tkwi właśnie w jej temacie. Od początku do samego końca jest kolorowo, tandetnie i do bólu kiczowato, ale przez to prawdziwie. Bo właśnie dzięki disco polo Polska stała się momentalnie innym krajem - i choć wciąż była to dość szara rzeczywistość, to bardzo dotkliwie ubarwiona przez szalone czasy polskiego disco.


Film Macieja Bochniaka sprawdza się świetnie również jako dobra komedia - nie do końca rozsądna, ale perfekcyjnie odzwierciedlająca szaleństwo disco polo. Ba, ta produkcja to jedno wielkie szaleństwo, pełne śmiechu i bardzo angażującej zabawy. Nie ważne czy jest się fanem disco polo, czy wręcz przeciwnie antyfanem - ten film jest w stanie porwać każdego do zabawy! Jednak ostatecznie historia Tomka i jego przebojowego zespołu Laser (pamiętaj, czytaj po amerykancku "Lejzer"), wcale nie jest od początku do końca usłana różami. Choć film "Disco Polo" to film generalnie o zabawie i wolności, nie brak w nim chwil goryczy i skromnego przesłania, że nawet najpiękniejszy i pozornie najmocniejszy sen, w każdej chwili może prysnąć jak bańka mydlana.

Na największą uwagę zasługują aktorzy, którzy w "Disco Polo" przeszli prawdziwe transformacje. Tomasz Kot, który jeszcze niedawno zaskoczył wszystkich swoją fenomenalną rolą prof. Zbigniewa Religii, tym razem świetnie wcielił się w Polaka - producenta muzyki disco polo. Dawid Ogrodnik, który kilka lat temu rapował jako Rahim utwory Paktofoniki, wygląda jakby urodził się na scenie disco polo. Wcielając się w Tomka wykazał się nie tylko charyzmą, ale umiejętnością zachowywania się na estradzie jak prawdziwa gwiazda, a jego ruchów nie powstydziłby się żaden wokalista disco polo! Rudy, w którego wcielił się Piotr Głowacki, skradł moją sympatię od pierwszy minut. Razem z Ogrodnikiem stworzyli świetny duet, który swoją muzyką zabawiał mnie przez blisko dwie godziny. Aktorską wisienką na torcie jest Joanna Kulig, która wręcz skradła moje serce, kreując na ekranie prawdziwą discopolową diwę. I choć jako jazzowa wokalistka w oscarowej "Idzie" błyszczała, to dopiero w "Disco Polo" pokazuje swoje prawdziwe oblicze.

Mówcie, co chcecie, ale to była po prostu zajebista rozrywka. Żadne inne słowo nie odzwierciedli lepiej zabawy, jaka towarzyszyła mi i mojej mamie podczas oglądania filmu Bochaniaka! Jeżeli Wam jej brakuje, dajcie szansę tej komedii - kolorowej historii, o ludziach marzących o iście amerykańskiej sławie w rytmach kultowych utworów disco polo. Takiej muzycznej bomby już dawno nie było!










foto: filmweb.pl

Komentarze