Atomowa Natalia Nykiel – relacja z koncertu


Końcem października, w krakowskim klubie Kwadrat zagrała obecnie najbarwniejsza twarz polskiej sceny muzycznej - Natalia Nykiel. O ile w przypadku jakiejkolwiek innej artystki takie spóźnienie byłoby niewybaczalne, o tyle ubiegłorocznej debiutantce da się wybaczyć praktycznie wszystko. To wreszcie ona uraczyła nas najlepszą polską płytą tego roku "Lupus Electro (Deluxe Edition)" i zaskoczyła nas swoim fascynującym wizerunkiem, opartym przede wszystkim na pomyśle i autentyczności, której tak bardzo brakuje w obecnym muzycznym świecie. Jak w kilku słowach opisać koncert Natalii Nykiel? Energetyczna bomba silniejsza od bomby atomowej, która wrzuciła mnie do świata artystki - świata Lupus Electro.

Wraz ze znajomymi, pod sceną byliśmy pierwsi. Stanąłem na wprost obu z mikrofonów i tam stałem już do końca koncertu. I choć pod koniec oczekiwania na Natalię moje nogi zaczęły już odmawiać posłuszeństwa (wcale nie narzekam, czego się nie robi dla bezpośredniego kontaktu z artystą na scenie!), to kiedy przede mną pojawił się dym, zapomniałem o bożym świecie oraz o jakimkolwiek bólu oczywiście. I ten dym okazał się zapowiedzią perfekcyjnego występu, którym zarówno Natalia, jak i jej muzycy, zatarli niemiłe wrażenie związane ze spóźnieniem. Był dym, więc zaczęło się od otwierającego płytę "Dymu". Artystka pojawiła się na scenie w cekinowym kostiumie i charakterystycznym neonowym makijażu, mieniąc się tym samym w migających światłach. I choć pierwsza piosenka jeszcze nie rozgrzała ostatecznie publiczności (mimo że po koncercie "Dym" nie znika z mojej playlisty), to ta sztuka udała się Natalii przy okazji drugiego "Wilka" - debiutanckiego singla artystki - którego popularność nareszcie zaangażowała publiczność w dopiero rozkręcający się koncert.

Prawdziwa elektroniczna rozpierducha rozpoczęła się jednak dopiero przy okazji trzeciej "Rzeźby", w której, obok oczywiście fenomenalnego wokalu Nykiel, powaliła porywająca gra świateł, nadająca piosence kapitalnego klimatu. I później było już coraz lepiej. Artystka koiła nasze rozemocjonowane ciała podczas dwóch ballad - coveru piosenki "Laura" z repertuaru Bat For Lashes i "Pusto" - które na moment odrywały nas od elektronicznej mocy, którą Nykiel z zespołem serwowali nam przez blisko dwie godziny. I choć wykonanie "Laury" mocno zapadło w moją pamięć, to niesamowitym zaskoczeniem okazało się "Pusto" - piosenka, którą Natalia nazwała najważniejszą na całym albumie (choć widownia wciąż nieudolnie próbowała przekonać ją, że to nie "Pusto", a "Bądź duży" jest jej najważniejszą piosenką). Jedyna ballada z "Lupus Electro" nie tylko pokazała na żywo wrażliwą stronę Natalii, ale zachwyciła znacznie mocniejszą aranżacją, ubogaconą o wyrazistszą perkusję (z tego miejsca kieruje słowa uznania dla perkusisty Maćka Gołyźniaka, który w wersji live dodał utworom Natalii jeszcze więcej mocy).


Co można powiedzieć o koncercie? A w zasadzie lepszym pytaniem będzie, co można po koncercie powiedzieć o samej Natalii Nykiel? To wspaniała artystka i ponadprzeciętna wokalistka - to nie ulega wątpliwości. Ale jeżeli ktoś twierdzi, że i tak rewelacyjna płyta "Lupus Electro" to wszystko na co ją stać, to jest w głębokim błędzie. Fenomen muzyki Nykiel objawia się dopiero na koncertach, gdzie piosenki pieszczą nasze zmysły energią i porywają nas do dzikiego tańca, zamykając w pięknym muzycznym elektronicznym świecie. Po pierwsze, "robią dobrze" naszym uszom, które delektują się wspaniałymi utworami młodej artystki, w których sama brzmi lepiej niż na swoim debiutanckim dziecku. Po drugie, to co dzieje się na scenie to prawdziwa wizualna uczta dla oka. Światła i fenomenalna ich gra nie tylko dodają całemu występowi zadziornego charakteru (to co się działo na "Rzeźbie" chociażby jest nie do opisania), ale przede wszystkim pokazują muzykę Nykiel w zupełnie innym świetle, a samych odbiorców wprawiają w istny szał. Co więcej, Natalia to nie tylko świetna wokalistka, ale przede wszystkim niezwykle sympatyczna osoba. Nie dała na siebie zbyt długo czekać po koncercie i tuż po wyśpiewanych dwóch bisach (na koniec mocne uderzenie w postaci ponownie wykonanych "Ekranów" i "Sick Dance" - to jest to!), naprawdę szybko wyszła na spotkanie z fanami, którzy okupowali jej osobę dobre pół godziny i pomimo zmęczenia z uśmiechem podpisywała płyty oraz wspólnie z fanami pozowała do zdjęć. Niby nic nadzwyczajnego, a takiego zwykłego Pawła cieszy - i to bardzo! Sam koncert? Bomba, która wybucha przy okazji każdej piosenki. Równie dużą siłę mają powszechnie znany "Bądź duży", obdarzony wilczym pazurem "Wilk", porywająca bitem "Pół dziewczyna", jak i przepiękne i kameralne "Pusto".

Natalia, wracaj na wiosnę do Krakowa! Czekam!

Komentarze