Złoty Audiard z Cannes – „Imigranci” (2015)


Temat uchodźców i imigrantów przewija się ostatnimi czasy przez wszelką prasę, internet i telewizję, nie dając o sobie ani na moment zapomnieć. Zdajemy sobie sprawę z tego, że życie dla tych ludzi nie jest łaskawe i codziennie muszą o nie walczyć, ale jednocześnie boimy się o siebie i nasz spokój we własnym kraju. Kiedy Jacques Audiard odebrał Złotą Palmę w Cannes za swój film "Imigranci", mówiono, że nagroda trafiła do niego za dobre spojrzenie na aktualny problem, który związany jest przede wszystkim z napływem islamskiej ludności do Europy. Czy poza nim się jednak broni? Broni, ale to nie jest niestety Audiard, którego mogłem się spodziewać.

Emigracja jako sposób na przeżycie – to temat najnowszego filmu francuskiego reżysera. Audiard opowiada historię byłego żołnierza, który walczył do niedawna jako bojownik organizacji Liberation Tigers of Tamil Eelam i stracił w czasie wojny domowej żonę i dziecko. Z obcą kobietą i jej dzieckiem udając rodzinę uciekają z pogrążonej w wojnie domowej Sri Lanki do będącej szansą na lepszą przyszłość Europy. Docierają na przedmieścia Paryża i zatrzymują się w jednym z mieszkań socjalnych. (opis dystrybutora)
Kiedy ktoś wypowiada przy mnie nazwisko Jacquesa Audiarda, przed moimi oczami staje perfekcyjne w każdym calu "Rust and Bone", które zmiotło mnie z powierzchni Ziemi niczym tornado, a  emocje z nim związane są na tyle świeże, że mam wrażenie, jakbym oglądał ten film co najwyżej wczoraj. Co więcej, wydaje mi się, że pamiętam go nawet lepiej niż samych "Imigrantów", którzy z każdym kolejnym dniem coraz bardziej ulatują z mojej pamięci. O najnowszym filmie francuskiego reżysera nie można powiedzieć wiele złego, ale przy okazji ciężko wyrzucić z podświadomości myśl, że obejrzany przez nas film nie jest niczym więcej niż po prostu całkiem niezłym filmem. Problemem "Imigrantów" jest jego narracja. Na początku jest dość długo i monotonnie, co w przypadku wprowadzenia do historii nie stanowi większego niedociągnięcia, jednak problem pojawia się, kiedy wprowadzenie samo w sobie wydaje się zajmować zbyt wiele całej historii. Owszem, "Imigranci" wybuchają w ostatecznej części sensacyjnej, po godzinnym oczekiwaniu na mocniejsze zaangażowanie do historii, przez co choć w najważniejszym momencie filmu, losy bohaterów śledzi się siedząc niczym na szpilkach, to sama historia wydaje się być niewyważona, może trochę nieprzemyślana i przede wszystkim, szczególnie w pierwszej połowie filmu, mocno i niepotrzebnie rozciągnięta.


"Imigranci" stawiają jednak dość ciekawe i poniekąd intrygujące pytanie. Czy europejski świat tak naprawdę sprawdzi się jako ziemski raj dla uciekających przed wojną ludzi? Audiard nie zadaje bezpośrednio tego pytania, ale taka myśl przewija się przez głowę widza przez cały seans. Główni bohaterowie żyją przede wszystkim w biedzie, podejmując się prac, które nie są w stanie zagwarantować im dostatniego życia. Mieszkają na francuskim osiedlu, które przypomina totalne pustkowie, w którym roi się od niebezpiecznych mężczyzn, niewahających się użyć wciąż towarzyszących im pistoletów. Reżyser bardzo trafnie obrazuje budowanie się sztucznej relacji, pomiędzy zupełnie obcymi sobie ludźmi. We troje - Dheepan, Yalini i Illayaal - próbują stworzyć pozorną rodzinę, w której panują nie do końca szczere relacje. Wzajemnie zaspokajają swoje podstawowe potrzeby. On i ona kochają się jedynie dla doznań fizycznych. Dla kilkuletniej dziewczynki stają się pozornymi rodzicami, często nieudolnie spełniając swoje zadania. Illayaal - jak zresztą sama zaznacza - potrzebuje jedynie szacunku i przyjacielskiego nastawienia ze strony swojej opiekunki. Wspólnie starają się dostosować do obowiązujących norm, robiąc to, co zakładają panujące we Francji reguły współżycia w rodzinie. To znowu przywołuje kolejne pytanie dotyczące problemu uchodźców. Czy uda im się dostosować do naszych norm bez narzucania własnych? Czy będzie tak łatwo jak u Audiarda?

Złota Palma, którą na tegorocznym festiwalu w Cannes przyznano Audiardowi, spowodowała, że poprzeczka postawiona przy tytule "Imigranci" znacznie wzrosła, a łatka nagrody wydaje się być gwarancją rewelacyjnego kina. Założenie to nie do końca sprawdza się w przypadku tegorocznego zwycięzcy, który mimo wszystko jest małym rozczarowaniem. "Imigranci" nie są filmem złym. Po prostu nie do końca angażującym i nierównym, ale za to świetnie zagranym (Jesuthasan Antonythasan i Kalieaswari Srinivasan wykreowali wspólnie genialny duet) i w ostatnich chwilach filmu niezwykle emocjonującym. Pomimo wszystko Audiard jest wciąż w formie, chociaż po "Rust and Bone" wydaje się, jakby był bez niej.











Za możliwość przedpremierowego seansu dziękuje dystybutorowi


Komentarze