Płyta z wąsem – „Annoyance and Disappointment”


Dawid Podsiadło to bezsprzecznie jedna z najważniejszych postaci na polskiej scenie muzycznej. Jego poprzedni, debiutancki album "Comfort and Happiness" posiada status diamentowej płyty, a przez wielu stawiany jest pośród najlepszych płyt kilku ostatnich lat. Podsiadło to również zwycięzca X Factora, który tym samym otworzył sobie ścieżkę do kariery, którą doskonale wykorzystał. Jednak łatka programu zniknęła w momencie wielkiego sukcesu, jakim okazał się debiut artysty i obiecuję, że to ostatni raz, kiedy przytaczam ten decydujący "epizod" z życia polskiego wokalisty. Mówiąc "epizod" wcale temu wydarzeniu nie umniejszam, jednak Podsiadło to ktoś więcej niż zwycięzca talent show - to przede wszystkim świadomy artysta, co potwierdza albumem "Annoyance and Disappointment".

Przyznam szczerze, że rozumiem fenomen Dawida, aczkolwiek zdarza mi się, że nie podzielam wszelkich entuzjazmów na jego temat. To nie jest do końca muzyka, którą w pełni kupuję i która kupuje mnie swoimi emocjami, dlatego też debiutu Podsiadło nie przyjąłem z takim entuzjazmem, jak wielu krytyków i słuchaczy. Owszem, uwiodło mnie "!H.a.p.p.y!", porwało emocjami "Bridge", ale jednocześnie pewien niesmak pozostawiło po sobie "No", które odniosło wielki sukces komercyjny i pomimo braku sympatii do tego utworu, utarł mi się on na tyle, by zdarzało mi się go nucić pod nosem. Obawiałem się drugiego wydawnictwa Podsiadło, ale po cichu spodziewałem się najlepszej polskiej płyty tego roku (jak na razie nieprześcignięta Natalia Nykiel i jej reedycja "Lupus Electro" nie mają sobie równych). I choć "Annoyance and Disappointment" nią nie jest, to nie da się ukryć, że to płyta jeszcze lepsza od debiutanckiego dziecka artysty - przede wszystkim dojrzalsza i odważniejsza. Przygoda z jeszcze ciepłym albumem Podsiadło rozpoczyna się od bardzo klimatycznego intro, które na myśl przywiodło mi ostatni album 30 Seconds to Mars i "St. Jude" Florence + the Machine z ich tegorocznego "How Big, How Blue, How Beautiful". "Sunlight" jest pewną zmyłką i pułapką, jaką zastawił na mnie Podsiadło. Kiedy spisałem jego drugi album na straty, myśląc, że czeka mnie powtórka z debiutu, Dawid zaserwował takie trzy piosenki, które zmiotły mnie z powierzchni Ziemi. Naprawdę.


I znowu przywołam się na ostatni krążek Florence + the Machine, ponieważ w przypadku najnowszego albumu Dawida Podsiadło spotkałem się z tym samym odczuciem. Choć sam album jako całokształt jest właściwie tylko dobry, to pierwsze trzy piosenki - "Forest", "Block" i "Pastempomat" - to prawdziwe muzyczne perły, które powodują, że "Annoyance and Disappointment" to album w pewnym sensie wyjątkowy (u Florence były pierwsze cztery - obok tytułowej piosenki, "Ship to Wreck", "What Kind of Man" i "Queen of Peace"). "Forest" to bardzo mroczny utwór, który jest utrzymany w klimacie dość charakterystycznym dla Podsiadło. Hipnotyzuje od pierwszych dźwięków i nie wypuszcza nas z transu do samego końca. Kolejny "Block" to bezsprzecznie najlepszy utwór anglojęzyczny na płycie, który choć trochę brzmieniem przypomina nielubiane przeze mnie "No", elektryzuje głosem Podsiadło i genialną muzyką, które razem w duecie tworzą niesamowicie porywający, klimatyczny numer. Albumowym numerem jeden pozostaje jednak "Pastempomat", który ma w sobie wszystko, co idealna piosenka mieć powinna i po cichu liczę, że to właśnie on będzie drugim singlem promującym "Annoyance and Disappointment".

Dalej jest słabiej, ale Podsiadło wciąż trzyma dobry poziom. W "Byrd" od samego początku coś zgrzyta, a po tak fenomenalnym początku, numer pięć z track listy pozostawia po sobie małe rozczarowanie. Kolejne "Cashew/161644" to dość klimatyczny utwór, który przywodzi na myśl debiut Podsiadło. Spokojna i wprowadzająca w melancholię ballada, która w jakiś szczególny sposób nie miażdży emocjami, ale zachwyca pomysłem i samym wykonaniem. "W dobrą stronę", będące singlem promującym "Annoyance and Disappointment", najprościej w świecie na tę płytę nie pasuje. Ma w sobie coś, co mnie niewiarygodnie irytuje, ale po każdym kolejnym odsłuchu coraz trudniej wyrzucić go z pamięci. Następna "Bela" szybko zaciera mieszane odczucia po singlowym utworze i jeszcze szybciej kradnie naszą sympatię i mimo że nie jest to utwór wyjątkowo oryginalny, idealnie wpisuje się w klimat płyty. "Eight" dla wielu jest niesamowitym wyciszeniem, jednak w tym wszystkim brakuje mi magii, która wyrwałaby ten utwór choć trochę z monotonii.


Kolejny "Son of Analog" to utwór bardziej pasujący do zespołu Curly Heads, w którym Podsiadło jest wokalistą, niż do jego dotychczasowej solowej twórczości. Wyróżnia się przede wszystkim bijącą od niego energią i psychodelicznym zakończeniem, które nie daje o sobie zapomnieć. "Where Did Your Love Go?" to klasyczna ballada ubogacona o rockowe brzmienie, która od pierwszych sekund wokalu Dawida emanuje niesamowitymi emocjami. Kolejne "Focus" kontrastuje lekkością z poprzednią cięższą i trudniejszą pozycją, a następne "Four Sticks" wycisza i przez prawie osiem minut ogarnia nas lekkością i spokojem. W wersji cyfrowej, "Goodnight" to ostatni numer z "Annoyance and Disappointment" i nim Podsiadło mówi tytułowe dobranoc, tym samym zamykając swój album kolejną balladą - cichą, lekką, bez zbędnej emocjonalności, ale w tej surowości dość ładną i ujmującą. Od samego początku tego nie ukrywam - "Annoyance and Disappointment" to dobry album, który muzycznie wydaje się być jeszcze lepszy od swojego poprzednika. Czy powtórzy jego sukces? Ciężko powiedzieć, ponieważ "Comfort and Happiness" to płyta zupełnie inna, zarówno jeżeli chodzi o samo wykonanie, jak i realizację czy nawet klimat. Wciąż najlepszą polską płytą tego roku według mnie pozostaje "Lupus Electro (Deluxe Edition)" Natalii Nykiel, o czym wspominałem na początku i wspominać wciąż będę. Aczkolwiek "Annoyance and Disappointment" i tak znajdzie się wśród najciekawszych tegorocznych płyt. Bo Podsiadło. Bo fenomenalny "Pastempomat". Bo przede wszystkim naprawdę wysoki poziom całości, której bardzo subiektywnie do końca po prostu nie kupiłem.


Komentarze