5 największych filmowych niespodzianek 2015 roku


Któż nie lubi niespodzianek? Oczywiście tych pozytywnych niespodzianek, które budują na naszych twarzach uśmiech, a w naszych oczach wywołują uroczy błysk. No kto? Osobiście je uwielbiam, a kiedy przybierają one dodatkowo filmowy kształt, potrafię być jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Tych filmowych niespodzianek w tym roku było jednak dość niewiele, a filmy, od których nie wymagałem niczego nadzwyczajnego, albo okazały się być jedynie dobrym kinem, albo - dużo rzadziej - ogromnymi zaskoczeniami, w odbiorze których sam czasami byłem nieźle zaskoczony (eh, w jednym przypadku wciąż nie mogę przyjąć do wiadomości, że dany film naprawdę mi się podobał). Przejdźmy zatem do konkretów - oto pięć największych filmowych niespodzianek 2015 roku!


5. Lost River reż. Ryan Gosling RECENZJA

Przed premierą tego filmu nasłuchaliśmy się o nim wiele. Gosling jako reżyser został zmieszany z błotem, a na "Lost River" nie pozostawiono nawet jednej suchej nitki, która dawałaby nadzieję na coś więcej, niż bardzo przeciętne i nieprzemyślane kino. Jak się później okazało, pod względem fabularnym film nie robi większego wrażenia, jednak wizualnie to prawdziwa tegoroczna perełka. Wspaniałe i zapierające dech kadry, kolorystyka jakby zaczerpnięta od Refna, a sam klimat filmu bardzo duszny i zamykający widza w apokaliptycznym świecie Detroit. Kupiłem to od początku do końca. 7/10

4. Disco Polo reż. Maciej Bochniak RECENZJA

Disco Polo? Polska komedia? Dawid Ogrodnik jako frontman zdobywającej sławę grupy disco polo? No nie, moi drodzy - to nie mogło się udać i to nie mogło być dobre. A było! Było zajebiste - po prostu. "Disco Polo" w reżyserii Bochniaka to perfekcyjny obraz lat 90. w Polsce - lat pięknego snu o niesamowitej Ameryce, kiedy na polskiej scenie muzycznej królował kicz i tandeta, a każdy, nawet najprostszy chłopak ze wsi, mógł stać się gwiazdą na krajową skalę. Genialna satyra, świetne wykonanie i w rezultacie jeden z najlepszych filmów tego roku. (nie mówcie nikomu, ale soundtrack do tej pory przewija się przez moje głośniki!) 9/10

3. Pięćdziesiąt twarzy Greya reż. Sam Taylor-Johnson RECENZJA

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" spisałem od samego początku na straty. Nie czytałem książki i nie oglądałem filmu, a już wiedziałem, że to będzie najsłabszy film tego roku. Kajałem się ze wstydu, przepraszałem wszystko i wszystkich, ale nic nie poradzę na to, że ten film... Że ten film... No... Podobał mi się? Nie bijcie. Nie zabijajcie. Treści w tym nie za wiele. Gra aktorska nie powala. Ale kupiło mnie w tym filmie właściwie wszystko - od samego wątku miłosnego, w którym sceny seksu wydawały się być jedynie jego dopełnieniem, po fenomenalny soundtrack, dzięki któremu być może seans był właściwie bezbolesny. I tak - czekam na kolejną część. 7/10

2. Ex Machina reż. Alex Garland

Sci-Fi i w dodatku temat sztucznej inteligencji? Jeszcze rok temu powiedzielibyście, że taki film mi się podoba, z wielką przyjemnością zaśmiałbym się Wam w twarz. Naprawdę. Z tym gatunkiem nigdy nie jest mi po drodze, a każdy kolejny film omijam szerokim łukiem (no chyba, że to Nolan, to nawet wybiorę się do kina na premierę!). Powstała "Ex Machina" i bang - film Sci-Fi jednym z najlepszych filmów tego roku. Powiedziałbym nawet, że taki z pierwszej trójki najlepszych! Wspaniałe i kameralne kino, urzekające swoim minimalizmem i hipnotyzujące relacją pomiędzy człowiekiem a robotem o twarzy pięknej Alicii Vikander. Taka jest "Ex Machina". 10/10

1. Mandarynka reż. Sean Baker RECENZJA

Na największą filmową niespodziankę roku przyszło mi czekać aż do grudnia, kiedy na ekrany polskich kin wkroczył niezależny film amerykański "Mandarynka", opowiadający historię dwóch transseksualnych prostytutek, pracujących na peryferiach Los Angeles. Ten film to przede wszystkim potężna dawka humoru, ubrana w fenomenalną i bardzo nowoczesną formę ("Mandarynka" jest filmem w całości nakręconym iPhonem). Kiedy ktoś w grudniu pytał się, na co wybrać się do kina, bez większego zastanowienia wskazywałem "Mandarynkę", zapominając nawet o "Gwiezdnych wojnach". Bombowa komedia i film-petarda. 8/10



A Wasze największe filmowe niespodzianki roku? Piszcie w komentarzach!

Komentarze