5 największych filmowych rozczarowań 2015 roku


Okres podsumowań postanowiłem zacząć niestety od najgorszej strony tego roku - rozczarowań filmowych. Pomimo wielu wspaniałych filmów (najwyższą notę 10/10 przyznałem w tym roku aż pięciu filmom, co jest chyba rekordem), te rozczarowania przewijały się gdzieś pomiędzy, dając o sobie od czasu do czasu znać. Sami wiecie, nie ma nic gorszego niż film, na który czekasz z utęsknieniem miesiącami, a on sam okazuje się być kinem co najwyżej średnim (a bycie średnim to w porównaniu do niektórych filmów i tak całkiem niezła opcja). Uzbierało się tego trochę przez rok. Są to filmy lepsze i gorsze, ale w każdym z przypadków są to moje osobiste rozczarowania. Przejdźmy zatem do tej krótkiej listy i miejmy już tę nieprzyjemną część podsumowań za sobą.


5. Exodus: Bogowie i królowie reż. Ridley Scott

Właściwie to był jedyny film tak wysokobudżetowy, na który w tym roku czekałem. Nie myślałem o "Gwiezdnych Wojnach", jakoś w ogóle nie przywiązywałem wagi do premiery "Spectre", a i inne blockbustery nie przyciągnęły szczególnie mojej uwagi. Ridley Scott, Christian Bale i Joel Edgerton? Miało być wspaniale, moi drodzy. Wspaniale i przede wszystkim z pompą. Było niestety dość nudnawo, a plagi egipskie, które mogły zająć trochę więcej historii, będąc jednocześnie najlepszym elementem całego przedsięwzięcia, zostały jedynie liźnięte i pozostawione same sobie. Nie tak to widziałem. Nie tak chciałem, żeby to wyglądało. 5/10

4. Wielkie oczy reż. Tim Burton 

Tim Burton to prawdziwy wirtuoz i jego kina można nie lubić, ale trzeba przyznać, że od strony wizualnej przeważnie trzyma poziom. W "Wielkich oczach" niestety nie wszystko grało, bo choć historia oparta na faktach, to jakoś ciężko przez cały film w nią uwierzyć. Być może to wina mdłego Christopha Waltza, którzy szarżował w swojej roli, jakby zapomniał, że oscarowe role u Tarantino to przeszłość. Być może to wina Amy Adams, która zagrała tutaj najsłabszą rolę w swojej karierze. Myślałem, że to będzie przełom w karierze tego reżysera, który po serii kilku filmów fantasy, postawił tym razem na kino biograficzne. Trochę cieszą te zmiany, bo to lekkie urozmaicenie, ale chyba nie tędy droga panie Burton.  6/10

3. Spectre reż. Sam Mendes RECENZJA

Choć chwile wcześniej pisałem, że na nowego Bonda nie czekałem, to mimo wszystko "Spectre" okazało się dla mnie jednym z największych rozczarowań tego roku. Rozczarowaniem, które miało bardzo gorzki smak, bo żałowałem, że tegoroczny Bond nie trafił do mnie równie mocno, co do wszystkich innych widzów, również Was. "Spectre" to bardzo mdła odsłona przygód brytyjskiego tajnego agenta, która jak zwykle zrealizowana jest w sposób fenomenalny, ale co to za Bond, kiedy pomiędzy nim a jego dziewczyną, nie ma chemii. Kiedy czarny charakter do bólu Was irytuje (ponownie tarantinowski Waltz) i kiedy, co najgorsze, fabuła Was w ogóle nie przekonuje... Najgorsza piosenka Smitha, okazała się być niestety najlepsza. 4/10

2. Nowa dziewczyna reż. Francis Ozon

Zanim jeszcze Filmowe Abecadło przekształciło się w kulturowego bloga, na szczycie rankingu wakacyjnych premier znalazła się właśnie "Nowa dziewczyna" - najnowszy film Ozona, który nie tak dawno zachwycił mnie obrazem "Młoda i piękna". Po cichu zerkałem również w stronę "Na zawsze Laurence", mojego ulubionego filmu, bo tu również dominuje temat chęci zmiany płci. "Nowa dziewczyna" to kino starające się być na siłę kontrowersyjne. Ozon kreuje je właściwie najbanalniejszymi środkami, stawiając przede wszystkim na zszokowanie widza, zamiast budować ciekawe portrety psychologiczne postaci. A w przypadku jego bohaterów, można by było naprawdę wiele ciekawych rzeczy zbudować. 5/10

1. Hiszpanka reż. Łukasz Barczyk

Przyznaję, obok "Body/Ciało", "Hiszpanka" była najbardziej przeze mnie oczekiwanym polskim filmem tego roku. Wysoki jak na nasze ojczyste produkcje budżet oraz długi okres produkcji podsycały mój apetyt. I czar "Hiszpanki" prysnął jak bańka mydlana w jednej sekundzie. Film Barczyka to kino, którego do tej pory strawić nie mogę. Film o powstaniu, w którym właściwie powstania jest nie za wiele. Wizualnie obraz ładny, ale wydaje się dość przekombinowany i momentami wręcz sztuczny. Taki stylowy na siłę. W imię sztuki, a pełny kiczu i tandety. Najgorszy film tego roku? Chyba nie widzę lepszego kandydata. Ręce opadają. 2/10



A Wasze największe filmowe rozczarowania roku? Piszcie w komentarzach!

Komentarze