Drogi Mikołaju… – „Listy do M. 2” (2015)


Jeszcze nie tak dawno byłem jednym z niewielu, którzy nie widzieli podobno najlepszej polskiej komedii romantycznej ostatnich lat - "Listów do M." - która okazała się ogromnym sukcesem komercyjnym, ale przy okazji stanowiła kawał solidnego kina, lekko stylizowanego na produkcje zagraniczne, lecz w zamian powalającego swoim ciepłem i świątecznym klimatem. Na wzór hollywoodzkich producentów, polscy twórcy postanowili pójść za ciosem i po czterech latach zaskoczyli mnie kontynuacją swojego filmowego hitu. Jak to określili - komedią jeszcze bardziej romantyczną, w której - dodając już w zupełności od siebie - tego romantyzmu niestety nie za wiele. Mamy za to ludzkie dramaty i dramatyczny spadek jakości filmu.

Od wydarzeń znanych z „Listów do M.” minęły równo cztery lata i wszyscy bohaterowie przygotowują się do kolejnej Wigilii. Mikołaj, który znalazł szczęście u boku Doris, wciąż nie może zdecydować się na oświadczyny, co prowokuje jego syna Kostka do obmyślenia sprytnej, świątecznej intrygi z pierścionkiem zaręczynowym w tle. Małgosia i Wojtek adoptowali Tosię, ale teraz, tuż przed Bożym Narodzeniem, ich rodzina musi zmierzyć się wspólnie z nową, trudną sytuacją, związaną ze zdrowiem Małgosi. Karina - obecnie wzięta pisarka i Szczepan - teraz taksówkarz, rozstali się, lecz ich ścieżki nieustannie się przecinają. Związek Betty i „niegrzecznego” Mikołaja Mela nie przetrwał próby czasu, Betty wychowuje ich synka Kazika z nowym partnerem Karolem. Czy Mel zdoła udowodnić, że zasługuje na miłość syna i stać się dla Kazika prawdziwym superbohaterem? Wladi wciąż kieruje Agencją Mikołajów, wspierany przez niezawodną Larwę i nową pracownicę - Magdę , która mocno namiesza w związku popularnego muzyka Redo i Moniki. Rodzice zmagają się ze zbuntowanym nastoletnim synem, kontestującym Wigilię. (opis dystrybutora)
Wciąż nie mogę pogodzić się z faktem, że na przełomie zaledwie czterech lat, twórcy utracili wszystko, za co jeszcze dzień przed obejrzeniem drugiej części, pokochałem część pierwszą "Listów do M.". A pokochałem ten film przede wszystkim za klimat i świąteczną aurę, która potrafi się udzielić nawet w okresie listopadowych deszczy i jesiennej depresji, która jak co roku daje mi się we znaki. To po prostu takie urocze kino, które na cały nadchodzący tydzień poprawia Ci humor, a Ty z uśmiechem na twarzy kroczysz szarymi ulicami swojego miasta w drodze do szkoły czy pracy. Taka zabawna bombka choinkowa, która powoduje, że twoje życie niczym choinka staje się piękniejsze. Po drugiej części "Listów do M." moje życie stało się niestety brzydsze, bo nic bardziej nie obrzydza mi życia niż zatracenie czegoś pięknego i w dodatku zawiedzenie mnie samego. "Listy do M. 2" to film ładny, ale w odróżnieniu od swojego poprzednika w tani sposób gra na naszych emocjach, biorąc nas - często niestety skutecznie, choć mnie do końca się wziąć nie udało - na najprostsze chwyty związane z uczuciem, chorobą czy poświęceniem. Zamiast komedii romantycznej, twórcy na naszych oczach tworzą ludzki dramat, pełen problemów i rozterek, w których zamiast humoru, znajdujemy hektolitry łez oraz bagaż najckliwszej i najbardziej wymuszonej emocjonalności, ubrane w światełka choinkowe, puszysty śnieg i znane nam doskonale twarze aktorów, które męczą się w tym filmie równie mocno, co my sami.


Najświeższą i najzabawniejszą bohaterką "Listów do M. 2" jest zdecydowanie owieczka Matylda, urzekająca swoją naturalnością i bawiąca w nas w najprostszy z możliwych sposobów. Zdziwilibyście się, ale jest ona najlepszym, co ten film spotkało i przy tym scenariuszu spotkać właściwie mogło. Będąc już jednak całkowicie poważnym (choć to, że Matylda skradła wszystkim świąteczne show wcale nie jest kłamstwem i przesadą z mojej strony), nie do końca potrafię pojąć, co scenarzyści chcieli tą historią przekazać, bo ja jedynie poczułem się niejednokrotnie niezręcznie i dość głupio. "Listy do M. 2" sprawiają niejednokrotnie wrażenie, jakby twórcy próbowali powrócić do punktu, w którym rozpoczynała się pierwsza część. Kolejne wątki są tak przewidywalne, że aż zaskakujące swoją prostotą, a wśród nich na pierwszy plan wysuwa się miłość Mikołaja i Doris - wątek zdecydowanie najbardziej rozczarowujący, któremu brakuje tego błysku z pierwszej części. Pojawiające się w drugiej części nowe twarze sprawiają wrażenie, jakby do samego filmu były włączone jedynie po to, by zrobić mu jeszcze większą reklamę, bo jak wiadomo - im więcej znanych buziek na plakacie, tym większe zainteresowanie.

Błyszczy wśród aktorów Agnieszka Dygant, która wręcz bawi się rolą Kariny i kupuje widzów właściwie wszystkim, pozostawiając w tle swojego filmowego byłego męża - Piotra Adamczyka. Genialnie prezentuje się Agnieszka Wagner wcielająca się w postać Małgorzaty, ujmująca niewiarygodną gracją i doświadczeniem, pomimo że sam jej wątek jest chyba najbardziej drażniącym wątkiem w całej drugiej części. W roli Mikołaja uroczy jest Maciej Stuhr, a Tomasz Karolak ponownie szaleje jako Mikołaj, tylko tym razem ten święty i choć nie zaskakuje niczym nowym, lepszego świętego dla "Listów do M." nie można sobie wyobrazić. Roma Gąsiorowska wraz z Doris utraciła charyzmę i stała się jedynie przerywnikiem między pozostałymi wątkami. Nowe aktorskie twarze nie są żadnym motorem napędowym dla samego filmu, a bardziej jego osłabieniem. Obok zmanierowanej Marty Żmudy-Trzebiatowskiej i nijakiej Małgorzaty Kożuchowskiej, broni się jedynie Maciej Zakościelny, który wygrywa właściwie swoim urokiem osobistym i graną przez siebie postacią. Na próżno szukać w "Listach do M. 2" czegoś nadzwyczajnego i uwierzcie mi na słowo - w chwili obecnej naprawdę się staram. Ale ciężko wykrzesać cokolwiek dobrego z ładnego świątecznego filmu, któremu brakuje świątecznej magii. Jeżeli twórcy planują trzecią część filmu, a po takim sukcesie wątpię, żeby takowa nie powstała, i ma ona powtórzyć tendencję spadkową drugiej odsłony "Listów do M." - być może za kolejne cztery lata w stronę tego tytułu powędruje soczysta jedynka. Ale miejmy nadzieję, że tak nie będzie.




Ps. Świątecznych katorg doświadczyłem wraz z moją serdeczną koleżanką z roku - Kurando dziękuję za towarzystwo! (link do jej bloga)


foto: Makufly/TVN/Listy do M.2

Komentarze