Dzieci? Dziękuję. – „Widzę, widzę” (2014)


Horrory kojarzą mi się z najbardziej kiczowatym gatunkiem filmów. No, może po komediach romantycznych, choć i tutaj ostatnio mamy szansę dostrzec coraz więcej ciekawych tytułów. Może nie nowatorskich, ale chociaż ciepłych i bardzo uroczych tytułów. Austriacki horror, Widzę, widzę na ogłoszenie daty premiery w Polsce musiało czekać prawie dwa lata, zdobywając w międzyczasie Nagrodę Publiczności na wrocławskich Nowych Horyzontach oraz Europejską Nagrodę Filmową za najlepsze zdjęcia. Sam film okazuje się być naprawdę dużym zaskoczeniem, mimo że o samym filmie ciężko jednoznacznie powiedzieć, że to dobry film. 

Dziesięcioletni bracia bliźniacy, Lucas i Elias, spędzają wakacje w letnim domu. Są nierozłączni i niemal identyczni, mimo że jeden wygląda na bardziej strachliwego i wrażliwszego, ulega szalonym pomysłom nieokiełznanego brata. Ich matka wraca ze szpitala z twarzą owiniętą bandażami. Rozdrażniona, nieszczęśliwa i obolała nie przypomina dawnej słodkiej mamy, wprowadza we wspólne życie nowe zasady. Chłopcy z dnia na dzień nabierają podejrzeń, że nie jest tą, za którą się podaje. Tworzą opozycyjny front wobec jej coraz bardziej agresywnych zachowań. By odkryć, co stoi za obcością matki, sięgną po drastyczne środki. (opis dystrybutora)

Przez prawie cały film budowałem sobie ogólną wizję wszystkiego, co przedstawione zostało i jeszcze zostanie w Widzę, widzę. Próbowałem w sensowną całość połączyć operację matki, jej zachowanie, a również obecność potencjalnego ducha oraz dwóch chłopców. I kiedy byłem pewien, że wygrałem z twórcami, a na mojej twarzy wyrysowała się totalna pewność, cała moja wizja rozsypała się jak domek z kart. Widzę, widzę to horror spod znaku kina artystycznego. Horror idealnie wpisujący się w bardzo charakterystyczny arthouse. I znowu, horror bez szybkiej akcji, bez hektolitrów krwi i jakichś szczególnych momentów przerażenia. To przede wszystkim bardzo stylowe kino autorskie, które niepokoi pochłaniającym klimatem i nieprzewidywalnością. Spoglądanie na historię i bohaterów zarówno z dwóch perspektyw - dziecka i wszystkich oprócz właśnie jego - wprowadza do całego klimatu mnóstwo obawy, pytań, ale i odczuwalnych wewnętrznie nerwów, które kumulują się wewnątrz każdego widza. Widzę, widzę nie jest kinem zahaczającym w jakikolwiek sposób o świetność, ale na pewno tytułem wartym zapamiętania. Tytułem przede wszystkim świeżym pośród innych propozycji kinowych spod znaku horroru. A samo zakończenie, rekompensuje właściwie wszystko, czym austriackie Widzę, widzę mogło nas zawieść.


foto: filmweb.pl

Komentarze