Człowieczeństwo holocaustu – „Syn Szawła” (2015)


W ubiegłym roku (prawie) cała Polska cieszyła się z pierwszego Oscara dla naszego kandydata w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Ida urzekła widzów na całym świecie, a nie urzekła niestety części Polaków, nawet obecnej Pani Premier, a o samym filmie wciąż jest głośno, pomimo prawie dwóch lat od jego premiery. Niezadowoleni widzowie wciąż doszukują się kolejnych kontrowersji w jego historii. W tym roku, w kategorii filmu nieanglojęzycznego sprawa wydaje się jasna - wierząc wszystkim wcześniejszym wyróżnieniom, głosom krytyków zza oceanu i własnej intuicji, złota oscarowa statuetka trafi najprawdopodobniej do węgierskiego Syna Szawła. Filmu, podobnie jak polska Ida, zachwycającego fenomenalnym warsztatem, ale również stanowiącego bardzo brutalny, o ile nie jeden z najbrutalniejszych, obrazów holocaustu.

Rok 1944, Auschwitz-Birkenau. 48 godzin z życia Szawła Auslandera, członka Sonderkommando – oddziału żydowskich więźniów zmuszonych asystować hitlerowcom w wielkiej machinie Zagłady – na krótko przed wybuchem buntu. W rzeczywistości, której nie sposób pojąć, w sytuacji bez szans na przetrwanie, Szaweł spróbuje ocalić w sobie to, co zostało z człowieka, którym był kiedyś. (opis dystrybutora)
Syn Szawła przewijał się przez środowisko filmowe od czasu Festiwalu w Cannes, gdzie zebrał znakomite recenzje, a krytycy zwiastowali mu nawet Złotą Palmę. Ta ostatecznie trafiła jednak do Imigrantów Audiarda, ale o Synu Szawła wciąż robiło się coraz głośniej, aż doszło do tego, że stał się faworytem do zdobycia złotej, oscarowej statuetki. Rzadko się zdarza, żeby debiutant (tak, ten debiutant to prawda, sam się dziwiłem) dysponował tak fenomenalną formą i warsztatem reżyserskim, który większość twórców nabywa latami wraz z każdym kolejnym filmem. Nie pamiętam tak idealnego pod względem technicznym debiutanckiego filmu (dobra, Zabiłem moją matkę Dolana, ale to zupełnie inna stylistyka). Syn Szawła to momentami przerażający obraz, z którego uderza ludzkie cierpienie, eksponowana jest pospolita nagość, a klimat zdominowany jest przez odczucie wszechobecnej zagłady. Jest Szaweł, a właściwie zbliżenie na jego twarz, a wszystko wokoło jest jakby rozmyte i nieistotne. Kamera, pomimo ciągłych wątków pobocznych, skupia się wciąż na głównym bohaterze, a problem Szawła zyskuje jeszcze więcej na znaczeniu i właściwie wszystko, co poza nim, staje się w jego obliczu nieważne. Każdy kadr nasycony jest indywidualnością głównego bohatera. Wszystko, co wokoło, dzieje się jakby poza nim. Owszem, problemy niby go pozornie dotyczą, ale sam bohater wciąż sprawia wrażenie, jakby duchem był bliżej swojego własnego zmartwienia.


Sam film generalnie to kino dość ciężkie, które poraża swoim przekazem i wylewającą się z ekranu brutalnością i naturalizmem. Po seansie pozostało jednak we mnie nieodparte wrażenie, że Syn Szawła przy swojej sile przekazu, jednocześnie wzbudził we mnie raczej małe emocje, których brakuje mi w zasadzie od początku do momentu, kiedy przeżywamy zakończenie (dodajmy, że zakończenie bardzo angażujące i wprawiające w osłupienie). Zanim poznamy finał, jesteśmy raczej filmem zmęczeni i nie chodzi tutaj o zmęczenie jego ciężkością, a bardziej ociężałą narracją, która momentami daje się dość mocno we znaki. Pomimo całej brutalności, mogącej owszem momentami szokować, zbyt często zobojętnienie dominuje nad niepokojem. Niepokojem, którego w Synu Szawła zabrakło mi w zasadzie najbardziej i jest to jedyny, ale potężny zarzut wobec debiutu Nemesa. Sam film podejmuje bardzo ważną kwestię moralną, opowiadając historię człowieka, który pragnie pochować chłopca w należyty sposób. W brutalnym świecie obozu zagłady, właściwie jako jedyny zachowuje człowieczeństwo, co właściwie w przypadku jego postaci jest jedyną rzeczą wyrazistą i jednoznaczną. Niejednoznaczny natomiast jest na pewno motyw chłopca, który staje się największą zagadką filmu i w zasadzie pozostaje nią do samego końca oraz sama motywacja głównego bohatera, co do której można snuć jedynie prawdziwe lub zupełnie nietrafione domyślenia.

W filmie Nemesa również bardzo mocno działa wyobraźnia. Nie wszystko zostaje ukazane, przez co obrazy kreowane w głowie widza, stają się chyba jeszcze bardziej nieludzkie i bezwzględne niż sam reżyser byłby w stanie to przedstawić. To bezsprzecznie jeden z najbrutalniejszych i obrazowo jeden z najprawdziwszych filmów. Do kogo powędruje Oscar dla najlepszego filmu anglojęzycznego? Do Syna Szawła, nie może być inaczej.

foto: filmweb.pl

Komentarze