#Oscary2016 - jasnowidz Paweł przewiduje


Już jutro jeden z najważniejszych dni w filmowym kalendarzu, na który każdy kinoman czeka od jednego rozdania do drugiego. Rozdania Oscarów, oczywiście! W nocy z 28 na 29 lutego, w niesamowitym Dolby Theatre wręczone zostaną najbardziej prestiżowe nagrody filmowe, o które zabiegać będą, podobno, najlepsze filmy tego roku. Z Oscarami 2016 wiąże się moje pierwsze niespełnione postanowienie noworoczne, ponieważ przyrzekłem sobie, że obejrzę wszystkie nominowane filmy. Nie udało się, a wraz z oscarowym szałem, wokół mnie zawitał „bezfilmowy” okres, z którym nie chciało mi się nawet walczyć. Nie udało się, ale o Oscarach postanowiłem mimo wszystko napisać. Pobawię się więc trochę w tytułowego jasnowidza, który nie będzie przewidywał, a raczej bawił się w przewidywania, niczym wróżbita Maciej Paweł. 



NAJLEPSZY FILM


Tegoroczne Oscary raczej niczym nas nie zaskoczą (raczej, bo w takich momentach nigdy nie ma stuprocentowej pewności). O ile w ubiegłym roku rozkład nagród dla Birdamana i Boyhooda wydawał się pozostawiać pewną niepewność w kwestii ostatecznego wyboru Akademii, w tym roku zwycięzca jest właściwie jeden. Zjawa otrzymała już Złotego Globa oraz BAFTĘ, czyli powiedzmy dwie najważniejsze oraz najgłośniejsze nagrody okołooscarowe i nic nie wskazuje na to, by obok nich zabrakło również Oscara. Osobiście Zjawa do mnie nie przemówiła i choć doceniam jej walory estetyczne oraz naprawdę świetną rolę Leosia, Oscara wręczyłbym raczej innemu tytułowi. Do nagród bardziej pasuje mi przejmujące Spotlight, które tematycznie zmiotło mnie z powierzchni Ziemi. Spośród nominowanych w kategorii najlepszy film, najwyższą ocenę przyznałem świetnej produkcji Mad Max: Na drodze gniewu, jednak Oscara posłałbym w ręce Lenny'ego Abrahmsona za jego niezwykle kameralny Pokój, który porwał mnie w trakcie seansu emocjami, jednocześnie nie miażdżąc i nie przeciągając emocjonalnej struny na niekorzyść filmu.


NAJLEPSZY AKTOR PIERWSZOPLANOWY


Jeżeli chodzi o aktora, to tylko Leonardo DiCaprio. Ach, jak dobrze, że facet dostanie tego Oscara, a internet przestanie być zalewany przez memy o jego oscarowym nieszczęściu, które choć początkowo były zabawne, to coraz bardziej działają mi na nerwy. Oczywiście, po zdobyciu statuetki będzie memowy bum na „udało się wreszcie Leosiowi”, ale tak czy inaczej on szybko minie i na dobre zakończą się internetowe śmieszki na temat aktora. Kto mógłby mu ewentualnie zagrozić? Przed seansem Dziewczyny z portretu podejrzewałem Eddiego Redmayne'a, oczywiście ze względu na jego dość głośną rolę, jednak aktorsko nijak ma się ona do oscarowego występu sprzed roku. Fassbender? Damon? Cranston? Raczej nie. Na 99% to będzie Leo! 


NAJLEPSZA AKTORKA PIERWSZOPLANOWA


Podobnie w kategorii aktorek pierwszoplanowych, zwycięzca znany jest już od dawna. Oscar trafi zapewne w ręce Brie Larson, która w Pokoju zagrała bardzo angażującą rolę, idealnie odzwierciedlając emocje drzemiące w swojej postaci. W zasadzie nikt nie jest w stanie jej zagrozić. Gdyby to nie była Larson, cieszyłbym się z nagrody dla Charlotte Rampling, która w filmie 45 lat zagrała znakomicie. Ronan, Blanchett i tym bardziej Lawrence raczej bez szans. Ale kto wie? To wreszcie Oscary. 


NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY  


Z obiema kategoriami dotyczącymi aktorów drugoplanowych, mam niemały problem, ponieważ w obu przypadkach sprawiają wrażenie, jakby nominowani nie mieli zbyt dużej konkurencji. Chociażby role Christiana Bale'a czy Marka Rufallo są dobre, ale czy na pewno oscarowe? Statuetka wpadnie zapewne w ręce Sylvestra Stallone, choć duże szanse ma również Mark Rylance, który wykreował świetną rolę w Moście szpiegów Spielberga. Gdybając sobie i samemu wręczając Oscary, gdybym to ja miał wybrać najlepszego aktora drugoplanowego, postawiłbym właśnie na Rylance'a, albo Toma Hardy'ego za Zjawę. Jednak niezależnie od tego, kto spośród tej dwójki i Stallone'a Oscara zdobędzie, będę zadowolony, a sama kategoria aktorów drugoplanowych nie wzbudza we mnie żadnych emocji.


NAJLEPSZA AKTORKA DRUGOPLANOWA


Emocje wzbudza jednak kategoria aktorek drugoplanowych, w której choć zabrakło znakomitej Charlize Theron za rolę w filmie Mad Max: Na drodze gniewu, możemy obserwować bardzo ciekawy pojedynek pomiędzy, nagrodzoną już Złotym Globem oraz BAFTĄ, Kate Winslet za Steve'a Jobsa oraz Alicię Vikander za Dziewczynę z portretu, która dotychczas zdobywała nominacje w kategoriach pierwszoplanowych. W tym pojedynku jestem wewnętrznie rozbity, bo choć wiem, że aktorsko najlepiej zaprezentowała się Vikander, która skradła ten film manierycznemu Eddiemu, to z drugiej strony – jestem niepoprawnie zakochany od lat w Kate Winslet i kolejny Oscar dla niej, za naprawdę bardzo dobrą rolę Joanny Hoffman, na pewno by mi nie przeszkadzał. Ale jak to mówią, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, więc może statuetka powędruje do Rooney Mary?


NAJLEPSZY REŻYSER


W ubiegłym roku, z wygranej cieszył się Alejandro González Iñárritu, który w sumie za Birmdana zdobył aż trzy statuetki, w tym dla najlepszego reżysera. I w tym roku wszystko wskazuje na to, że to właśnie on, ponownie, będzie cieszył się z wygranej w kategorii reżyserskiej. Bardziej ucieszyłbym się, gdyby Oscar trafił w ręce Georga Millera za fenomenalny Mad Max: Na drodze gniewu lub Lenny'ego Abrahmsona, którego Pokój jest generalnie jednym z najlepszych filmów w tegorocznym oscarowym wyścigu.


NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY


Mogę się założyć, że w kategoriach scenariuszowych nie wytypuję zwycięzcy, do którego faktycznie trafi Oscar. Ale spróbujmy. Próbować nie zaszkodzi. Marzy mi się, by Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny otrzymali twórcy niezwykle zabawnej i przede wszystkim mądrej bajki W głowie się nie mieści, która urzeka nie tylko pomysłem, ale również świetną narracją i przesłaniem. Nie byłbym smutny, gdyby Oscara otrzymał Alex Garland za Ex Machinę, która zresztą była nominowana do wielu kategorii w blogowych nagrodach. Złota statuetka powędruje jednak w ręce twórców Spotlight i ten wybór również jak najbardziej by mnie zadowalał. Spotlight to przede wszystkim mocna historia, której choć brakuje pewnej obiektywności, to w tej swojej subiektywności niewiarygodnie wgniata w fotel.


NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY


Ze scenariuszami adaptowanymi nie pójdzie mi już tak łatwo jak z oryginalnymi. Świeżo po seansie Brooklyn, jestem zauroczony tą historią i po cichu to właśnie temu tytułowi kibicuję, bo to film, który ma wszystko, co powinien mieć najlepszy melodramat. Brooklyn to obraz niepozorny, ale poruszający. Momentami ma w sobie coś z filmów młodzieżowych (lekkość?), a jednocześnie zachowuje najwyższą klasę. Oscar powędruje jednak w ręce twórców Big Short. Tak, jakoś czuję to w kościach.



A WASI FAWORYCI?
foto: filmweb.pl

Komentarze