Bezdomny zdobywca Nagrody Nobla – recenzja filmu „Dama w vanie” (2015)


Starsze Panie mogą być męczące. Przyznajcie. Nie, nie chcę tutaj generalizować, ale chyba każdy z Was zdaje sobie sprawę z tego, co mam na myśli. Mówią, że jedyne co się Bogu nie udało, to starość i właściwie ciężko się z tym nie zgodzić, choć współcześnie jeszcze wielu starszych ludzi korzysta ze swojego życia praktycznie w stu procentach. Starość i staruszka są głównymi bohaterami filmu Dama w vanie i również ta tytułowa dama stara się korzystać ze swojego życia, oczywiście w ramach możliwości. Żyje w swoim żółtym vanie, który jest jej domem i świątynią, jeździ nad morze i – co w zasadzie najważniejsze – przyprawia swoich porządnych sąsiadów o białą gorączkę. Choć może to brzmieć dość karykaturalnie, historia Panny Shepherd to tak naprawdę słodko-gorzki film. 

Oparta na prawdziwych wydarzeniach poruszająca historia przyjaźni dwojga ludzi, która na zawsze zmieniła ich życie. Pojawienie się ekscentrycznej starszej pani w jednej z eleganckich dzielnic Londynu budzi niepokój jej mieszkańców. Panna Shepherd mieszka bowiem w vanie, którego, jak twierdzi, zaparkowała "tymczasowo" na podjeździe domu Alana Bennetta. Spędziła tam kolejnych 15 lat. Z każdym dniem relacje tych dwojga zacieśniają się, przechodząc powoli w prawdziwą przyjaźń. (opis dystrybutora)

Gorzki, bo to opowieść o kobiecie niechcianej nie tylko przez miejscowych, ale również przez najbliższą rodzinę. Pomimo małej pomocy niesionej początkowo z ich strony, później została sama ze swoim (nie)przyjacielem (tak, to już kwestia punktu widzenia). Panna Shepherd to również postać ukrywająca się, która potrzebuje pomocy i doskonale zdaje sobie z tego sprawę, jednocześnie dając każdemu do zrozumienia, że czuje się świetnie w swoim własnym malutkim świecie i czterech ścianach starego vana. To przede wszystkim osoba, która doprowadziła się do obecnego stanu przez własną dumę, która nie pozwala używać słów „proszę” i „dziękuję”, oraz przez własną niewiedzę, która spowodowała, że wykształcona kobieta musiała zamknąć się w ciasnym vanie, przemieszczając go z jednego podjazdu na drugi. Słodki, bo Dama w vanie jest historią niezwykle uroczą, z której wylewa się brytyjski humor i porywająca werwa głównej bohaterki. To niewiarygodne, jak ta niepozorna staruszka, terroryzuje wszystko i wszystkich swoją wścibskością, niczym Terminator Schwarzeneggera. Mimo wszystkich momentów dramatycznych, których w historii nie brakuje, Dama w vanie jest filmem przezabawnym i ciepłym, a Panna Shepherd właściwie od pierwszej sceny zaraża swoją energią i zadziornością. 


Wielka w tym zasługa Maggie Smith, która w Damie w vanie wykreowała jedną z najlepszych ról w swojej długiej karierze. Nie da się ukryć, że aktorka miała ułatwione zadanie, ponieważ Panna Shepherd to postać przede wszystkim znakomicie napisana, a Smith tak jakby jedynie dokończyła dzieło, które właściwie stworzyli nie tylko scenarzyści, ale przede wszystkim niezwykle szalone i jedynie pozornie smutne i pełne niepowodzeń życie prawdziwej Panny Shepherd. Nie warto się jednak spodziewać po tym filmie czystej komedii. Portale filmowe definiują Damę w vanie jako dramat biograficzny, i choć znacznie bliżej jej do komediodramatu z małymi biograficznymi smaczkami (zresztą twórcy zaznaczają na samym początku, że to jest film o prawie oparty na faktach), to wciąż opowiada historię o pewnych niepowodzeniach, z którymi wiążą się również niepowodzenia całego filmu. Kiedy będąc raczej lekkim i uroczym komediodramatem, twórcy próbują zrobić z Damy w vanie historię poważniejszą, film sprawia wrażenie nijakiego i traci cały pazur, którego źródłem jest przede wszystkim Panna Shepherd i Maggie Smith. Tyle szczęścia w nieszczęściu, że im bliżej końca, tym te niepotrzebne, dramatyczne wręcz wtrącenia zanikają, a Dama w vanie przybiera bardziej komediową konwencję. I dobrze. 

Fenomenem Damy w vanie są przede wszystkim humor, Panna Shepherd i Maggie Smith, która w roli zaborczej, wścibskiej i momentami wręcz upierdliwej, ale – patrząc oczywiście z perspektywy widza, a na pewno nie filmowych mieszkańców – wciąż dość uroczej staruszki, jest po prostu mistrzowska. Sama Dama w vanie to pozycja idealna na wiosenny wieczór, która potrafi wzruszyć i niejednokrotnie rozbawić. Ciepła historia, niepozbawiona wad.

Komentarze