Klasztorny gwałt – recenzja filmu „Niewinne” (2015)


Podczas tegorocznego Festiwalu Sundance, o najnowszym filmie reżyserki Coco Chanel i Idealnych matek, w Polsce dużo się mówiło. Niewinne, w zasadzie, były w mediach bardzo często wymieniane, mimo że pozostały trochę w cieniu sukcesu Córek dancingu. Wciąż jednak mówiono o tym filmie, jako o zagranicznej produkcji z polskimi aktorkami, co było najmocniejszym magnesem przyciągającym do tego filmu. Przez to przyciągnął również i mnie. I gdyby nie polskie aktorki, w zasadzie Niewinne byłyby filmem nieudanym. Mdłym i nijakim. Nieprzekonywującym i pozbawionym nawet grama emocji. Dokładnie dwa nazwiska – Buzek i Kulesza (albo Kulesza i Buzek, kolejność dowolna, obie są fenomenalne!) ratują reżyserkę, a dzięki nim Niewinne stają się nie tylko filmem nie najgorszym, ale powiedziałbym nawet, że całkiem niezłym.

Tuż po drugiej wojnie światowej francuski Czerwony Krzyż prowadzi akcję repatriacji i gromadzi swoich obywateli w szpitalu. Wśród lekarzy jest młodziutka Matylda Beaulieu (wschodząca gwiazda francuskiego kina Lou de Laâge). W szpitalu zjawia się siostra z oddalonego o kilka kilometrów klasztoru i błaga o pomoc dla umierającej kobiety. Problemem jest poród jednej z zakonnic… Okazuje się, że siostry padły ofiarą zbiorowego gwałtu dokonanego przez czerwonoarmistów. Matylda chce sprowadzić pomoc, lecz Matka Przełożona (Agata Kulesza) chce za wszelką cenę ukryć tajemnicę, żeby uniknąć skandalu. Witana przez zakonnice z nieufnością, Matylda wkracza w nieznany sobie świat i zaprzyjaźnia się z siostrą Marią (Agata Buzek). Razem odkryją przerażającą prawdę, ukrytą za murami klasztoru…  (opis dystrybutora)

Anne Fontaine swoimi poprzednimi filmami udowodniła, że nie jest mistrzynią w snuciu historii. Opowiadając o Coco Chanel brakowało jej konkretności, a w Idealnych matkach starała się bazować na szokowaniu, którym coraz bardziej kierował ją na dno. Z dwóch ostatnich dość głośnych filmów, nie wyciągnęła nauki, a Niewinne to film taki sam jak poprzednicy, który odróżnia się jedynie fenomenalnymi zdjęciami (sceny w zaśnieżonym lesie, wspaniałe!). Fontaine ponownie nieudolnie próbuje budować napięcie. Znowu kuleją emocje, których – w przypadku takiej historii – powinien być znaczny przesyt. A mamy do czynienia raczej z ich niedoborem. Wszystko, co w filmie najlepsze, wyciągają z niego aktorki, które miały nie lada trudne zadanie, patrząc przez pryzmat ich trochę stereotypowych i bezpłciowych postaci. W jednej z amerykańskich recenzji przeczytałem porównanie Agaty Buzek do Cate Blanchett. Mając w pamięci jej rolę z nieszczęsnego Obcego ciała, to porównanie wydawało mi się nie tylko odważne, ale przede wszystkim niedorzeczne. W roli Siostry Marii, Buzek ma w sobie coś z Królowej Elżbiety I, wykreowanej przez Cate Blanchett. Mroźny wzrok? Pewne mimiczne stonowanie, kontrastujące z objawiającą się momentami siłą charakteru? Natomiast Agata Kulesza ewoluuje ze swoją Matką przełożoną właściwie z każdą kolejną sceną. Rozwijają się, by w pewnym momencie zupełnie pochłonąć widza. Największym napędem filmu jest relacja, może nawet nie pomiędzy bohaterkami, co pomiędzy dwoma aktorkami, które oddziałując na siebie, niezwykle magnetyzują. Jeżeli cokolwiek w Niewinnych mielibyśmy uznać za fascynujące i w pewnym stopniu emocjonujące, byłyby to dwie indywidualności – Buzek i Kulesza – oraz ten sam duet, który pochłania pojedynczymi rozmowami i napięciem pomiędzy bohaterkami. Sam film miał chwycić za gardło, ale ostatecznie tego nie zrobił. A szkoda, bo historia polskich zakonnic mogłaby miażdżyć. 

Na koniec dygresja i małe wspomnienie, które w zasadzie, już zawsze na zawsze będzie mi się kojarzyło z tym tytułem. Trzy starsze Panie w rzędzie za mną. Czuję ich oddech na plecach. Ich przejęcie. Przejmuję się ja, gdy słyszę, (ajć, spojler) że zakonnica jest wspaniała, bo zanim zostawiła dziecko z gwałtu na pewną śmierć, to najpierw je ochrzciła. Jaka ona wspaniała, bo ochrzciła dziecko z gwałtu. To co, że zostało samo, pod krzyżem, w zaśnieżonym lesie. Ochrzciła je. Wspaniała ona. Znajmy jej dobroć.




Foto: Anna Włoch

Komentarze