Kulisy paryskiego modelingu – recenzja filmu „Modelka” (2016)


Modelka była jednym z najbardziej oczekiwanych przeze mnie tytułów, który znalazł się w programie Festiwalu OFF Camera w Krakowie. To zasługa przede wszystkim bardzo ładnego zwiastuna i to nawet nie dzięki przewijającym się w nim twarzom, a dzięki napięciu, jakie we mnie wzbudził. Zwiastun podsycił mój apetyt na świetnie zrealizowaną produkcję, opowiadającą o mrocznych stronach sławy i szarości związanej z popularnością. I gdybym teraz stwierdził, że Modelka nie porusza tematu złudnych marzeń związanych z karierą modelki, skłamałbym. Problem w tym, że robi to w sposób bardzo prosty, często nie unikając współcześnie niesmacznych stereotypów. 
Marzeniem Emmy jest zostanie modelką międzynarodowego formatu i praca dla ekskluzywnej marki Chanel. Wreszcie dostaje swoją szansę i wyjeżdża do stolicy światowej mody – Paryża, gdzie poznaje pochodzącą z Polski Zofię (Charlotte Tomaszewska). Nowa przyjaciółka wprowadza ją w świat pełen atrakcyjnych ludzi, drogich marek i luksusowych imprez. Emma bardzo szybko zaczyna odnosić sukcesy, nie wiedząc jeszcze, że ekskluzywny styl życia ma swoją cenę. Na jednej z sesji zdjęciowych poznaje przystojnego i charyzmatycznego fotografa – Shane’a (Ed Skrein). Dziewczyna zakochuje się w mężczyźnie od pierwszego wejrzenia. Wkrótce jednak ich relacja zacznie przybierać charakter niebezpiecznej obsesji. Emma szybko przekona się jak wygląda prawdziwe oblicze branży modelingu. Jeżeli chce zrobić karierę, musi porzucić dawne życie i być gotowa na wszystko. (opis dystrybutora)

Nie da się ukryć, że Modelka to film powalający realizacyjnie. Nie można się napatrzyć na piękne modelki biorące udział w sesjach zdjęciowych. Nie można oderwać wzroku od samej scenerii sesji i wszystkiego, co z nimi związane. Modelka jest po prostu filmem ładnym, który został opakowany w twarze modelek i modelów oraz aktorów, którzy modelami mogliby spokojnie zostać (Ed Skrein i Marco Ilsø – no, drogie Panie!). Zawodzi jednak to, czego oczekuje się w tym filmie najbardziej, a mianowicie oczekujemy (po zwiastunie szczególnie) mrożącej krew w żyłach historii o dziewczynie, która stawia pierwsze kroki pośród śmietanki paryskiego modelingu i… No właśnie. Dzieje się w tej historii wiele. Momentami chce się powiedzieć, że za wiele, a ubogacanie całej fabuły o kolejne niesmaczne smaczki, tylko uwydatnia starania reżysera, by utrzymać film przy życiu. Film, który – dodajmy – prezentuje się jak produkcja, na rozwinięcie której główni zainteresowani – czyli reżyser i scenarzysta – w zasadzie nie mieli pomysłu. Bo na samo zawiązanie akcji jakiś pomysł był. Modelka mogła być rzetelnym filmem, opowiadającym o tym, że sława wcale taka kolorowa nie jest, a popularność, obok oczywiście wielu przyjemności z niej płynących, związana jest z ciężką pracą. Po trupach do celu – taki mógłby być tytuł tego filmu, a do niego można by jeszcze dodać „w złym stylu”. Bo o ile rozumiem wszystko, co działo się w pierwszej fazie historii, kiedy główna bohaterka odnajduje się w paryskiej śmietance, o tyle nie mogę pojąć, co stało się z filmem w kolejnych etapach, kiedy motywacje bohaterki przypominają motywacje niezwykle rozbudowanych postaci z seriali paradokumentalnych, a kolejne chwyty stosowane przez twórców, zamiast rozwijać historię, właściwie zatrzymują ją w miejscu. 


Nie powiem, że w całą historię, ale na pewno w jej drugą część i punkt kulminacyjny ciężko uwierzyć. Trzeba mieć naprawdę bujną wyobraźnię, by połączyć ze sobą dwa decydujące zdarzenia, które prowadzą nas do ciekawego końca. Co więcej, dość mocno uderzającego i pozostawiającego wiele pytań. To przede wszystkim jego otwarcie powoduje, że Modelka na samym końcu podnosi się i z filmowej potyczki wychodzi obronną ręką. Film pozostawia po sobie w głowach widzów bitwę myśli, której uwieńczeniem nie jest znalezienie odpowiedzi na niejasności, które wynikły z seansu, a cisza, której towarzyszy odczucie obejrzenia, wbrew pozorom, całkiem niezłego filmu. Niektórych rzeczy twórcom nie da się wybaczyć, jednak Modelkę naprawdę ogląda się z zapartym tchem. Pojedyncze sytuacje wywołują ironiczny uśmieszek na naszych twarzach, ale mimo wszystko wciąż chłoniemy historię, bo chcemy wiedzieć, jak rozwinie się dalej kariera głównej bohaterki i jaki może być jej ewentualny koniec. 

Modelka w odbiorze przypomina mi trochę plotkarski Pudelek. Niby nie wierzysz w to, co dzieje się na ekranie i masz nieodparte wrażenie, że coś tutaj nie gra, ale wciąż z zapartym tchem śledzisz życie głównej bohaterki i patrzysz na te wszystkie piękne twarze, które przewijają się przez całą historię. To one sprawiają, że Modelkę da się oglądać. W samym odbiorze, przypomina mi moje odczucia po pierwszym seansie Pięćdziesięciu twarzy Greya. Niby wiem, że wiele rzeczy tam nie grało, ale z drugiej strony świetnie mi się to oglądało.



Foto: Filmweb.pl

Komentarze