Słodki elektroniczny paraliż – recenzja płyty „Conscious” Broods


Evergreen – debiut nowozelandzkiego duetu sprzed dwóch lat – pozostawiał spore odczucie rozczarowania. Po fenomenalnych utworach jak Bridges czy Mother & Father, dostaliśmy niezbyt wyrazisty album, który mnie osobiście drażnił, pomimo całej sympatii do Broods. Czy drugi album przyniósł też dojrzalsze brzmienie?

Conscious nie jest całkowitym odcięciem się od Evergreen. Również na swoim drugim albumie Broods mieli potknięcia, ponownie związane z niewyrazistością. Muzyczna nijakość prezentuje się bardzo przeciętnie – szczególnie, gdy mówimy o tym w kwestii bardzo charakterystycznego duetu, jakim bez wątpienia są Georgia i Caleb. Powtórką z Evergreen jest bezsprzecznie Worth the Fight, który jest trochę ukłonem w stronę debiutu, z ciekawymi zwrotkami i przeciętnym refrenem. W Hold the Line coś zgrzyta pomiędzy muzyką a samym tekstem, chociaż z biegiem czasu piosenka staje się coraz bardziej chwytliwa. Najbardziej problematyczne jest dla mnie nijakie We Had Everything, które w zamian jest całkiem niezłe muzycznie, szczególnie kiedy rozwija się w drugiej zwrotce.


Większość albumu nie odstaje jednak poziomem od znakomitego singla promującego Conscious. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy usłyszałem Free, poczułem zafascynowanie i pewien dyskomfort, a z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to jeden z najlepszych tegorocznych singli. Bardzo mocny z niezwykle drapieżnym początkiem, w przypadku którego teledysk był wisienką na torcie. Równie mocne jest jeszcze lepsze tytułowe Conscious, który zamyka album w sposób kapitalny, będąc nie tylko najlepszą piosenką na albumie, ale w ogóle w krótkiej karierze duetu. To utwór, który wzbudza mnóstwo emocji – od chęci buntu po poczucie niewiarygodnej mocy. I ten refren, w którym pieszczą nasze zmysły słowa sprawiające wrażenie podzielonych na sylaby („sweet paralysation” - te sprawy).

Broods bardzo pozytywnie zaskoczyli mnie dwoma balladami, które jakoś nie pasowały mi do stylu Nowozelandczyków. Freak of Nature nagrane w duecie z Tove Lo to bardzo emocjonalna, magiczna i przede wszystkim świetnie napisana ballada, która przeobraża się w piosenkę rodem z najbardziej wzruszających soundtracków. Natomiast All Of Your Glory to na Conscious taki odpowiednik Pusto Natalii Nykiel z płyty Lupus Electro. Całkowicie wyciszająca piosenka. Przy balladach, Broods nie zapomnieli o świetnych tanecznych kawałkach – Are You Home i Full Blown Love – spośród których ciężko wybrać lepszy (choć moje serducho mocniej bije na myśl o tym pierwszym).


Całkiem niezłe Bedroom Doors do złudzenia momentami przypomina ubiegłoroczny hit Love Me Like You Do, a Heartlines – będące zresztą drugim singlem z płyty – napisane we współpracy z Lorde, brzmi jak wyjęte z jej Pure Heroine. Zupełnie zwyczajne Recovery świetnie odnalazłoby się na listach przebojów i można wyczuć w nim komercyjny potencjał. Podobnie jest w przypadku dużo lepszego Couldn't Believe, które jest bardzo przystępne i cieszy się dość dużą popularnością w serwisach streamingowych.

To znacznie dojrzalszy album. Całość może nie wybitna, ale już niektóre piosenki na pewno tak. Obok Conscious ciężko przejść obojętnie przede wszystkim ze względu na singiel Free, miażdżący tytułowy utwór i obie ballady, które objawiły przed nami zupełnie inne oblicze duetu. Już Evergreen zwiastowało, że mamy do czynienia z zespołem, który namiesza w muzyce elektronicznej. Conscious, chyba trochę bardziej przystępne, pokazało, że Broods mogą również namieszać na listach przebojów. Drugi album to duży postęp w ich muzyce. Aż boję się myśleć, co znajdzie się na trzecim krążku Broods.


Komentarze