Supermocny cwaniaczek – recenzja filmu „Deadpool” (2016)


Film o superbohaterze, który za superbohatera się nie uważa. Inaczej – film o mężczyźnie z nadprzyrodzonymi i niezwykłymi mocami, który wykorzystuje je niekoniecznie tak jak prawdziwi herosi. Dodajmy, o mężczyźnie, który – jak to mówi plakat, a plakat zawsze prawdę Ci powie – jest cwaniaczkiem, przyjemniaczkiem i przystojniaczkiem. Deadpool to film właściwie idealnie opisany przez te trzy określenia, a precyzując – na siłę luzacki i śmieszny tylko wtedy, kiedy twórcy mają napisane w scenariuszu: „a teraz zjadacze popcornu mają się zaśmiać”.

Nie prowadzę w tej recenzji do żadnej dyskryminacji cwaniaczków, przyjemniaczków i przystojniaczków, ale przechodząc już do sedna – to w nich tkwi problem Deadpoola. A właściwie to w jednym z nich – w tytułowym bohaterze, który jest jedną z najbardziej irytujących postaci, które kiedykolwiek dane mi było zobaczyć na ekranie. Ten jego luz i gadatliwość. Bycie takim do przodu, a jednocześnie posiadanie w sobie czegoś z życiowej ciapy czy nawet – żeby nie określić tego brzydziej – sieroty. Akcentowanie momentów śmiesznych, które śmieszne nie są. I na koniec, chyba najgorsze, wręcz karykaturalne przerysowanie, które wcale tej postaci nie dodaje charakteru. Wręcz przeciwnie, powoduje, że Deadpoola postrzega się jako czerwoną kukłę, która skacze po ekranie i ma jakieś problemy, które generalnie jako widz mam gdzieś, bo Deadpool wciąż się śmieje i nie wykazuje najmniejszych emocji. On się nie przejmuje, to dlaczego ja mam się przejmować? Komediowy Deadpool humorem też nie błyszczy. Poziomem nie odstaje od przeciętnej amerykańskiej komedii, w której możemy usłyszeć teksty rodem z gimnazjalnych korytarzy i nieśmiesznych internetowych memów. Sam sposób ich zaprezentowania, który nieznośnie akcentuje każdy pojedynczy żart, uderzając w widzów podświadomym „to teraz powinieneś się zaśmiać”, jest bardzo męczący. Wiemy, że mamy się śmiać, ale przez tę wiedzę się nie śmiejemy i to chyba najbardziej zabija Deadpoola


Fabularnie Deadpool jest jak najbardziej okej. Może czasami brakuje temu wszystkiemu jakiejś iskry zaintrygowania i zaciekawienia. Może niektóre zdarzenia są trochę rozbijane przez tytułową postać i jej filmowy sposób bycia. Ale nie można historii na pewno odmówić dynamizmu i zawrotnej szybkości, do której poniekąd przyczyniają się również te niefajne żarty (to ten moment, kiedy niefajne żarty stają się trochę fajniejsze, ale wciąż są niefajne). Szybka akcja to właściwie jedyna rzecz, która w Deadpoolu się udała i pozwoliła mi seans Deadpoola dokończyć. W innym przypadku mogłoby być naprawdę ciężko. 

Uznajmy więc, że Deadpool to film dobry, tylko po prostu nie dla mnie. Wskazywałyby na to oceny krytyków i innych oglądających, choć przyznam, że pośród moich znajomych zdania też są podzielone. Jeżeli nie lubisz ludzi, którzy są cwaniaczkami, przyjemniaczkami i przystojniaczkami oraz w dodatku budują słowa na wzór takich jak „mateczkami”, „piweczkami” i „dziewuszkami”, nie polubisz też Deadpoola. Sorry.


Komentarze