Ulubione filmy skandynawskie


Skandynawia kojarzy nam się raczej z chłodem. Przed oczami staje nam św. Mikołaj, który wysyła do nas grudniowe prezenty prosto z Laponii lub osobiście dostarcza je z pomocą swoich oddanych reniferów. To również miejsce bardzo piękne, bogate i warte do odwiedzenia. Chłód, który kojarzymy ze Skandynawią, objawia się również w klimacie tamtejszych filmów, które miażdżą emocjami, często nie pozostawiając suchej nitki na odbiorcy. Już w tym miesiącu, a dokładniej rzecz ujmując od 18 do 24 lipca, w nadbałtyckim Darłowie odbędzie się szesnasta już edycja Festiwalu Filmów Skandynawskich. Jako, że po raz trzeci objąłem patronat medialny nad tym wydarzeniem (dwukrotnie jako Filmowe Abecadło i po raz pierwszy jako szpachello.pl), chciałbym przybliżyć Wam pokrótce swoją ulubioną skandynawską dziewiątkę.


Tańcząc w ciemnościach (2000)
reż. Lars von Trier

Lars von Trier to zdecydowanie skandynawski mistrz, a jego Tańcząc w ciemnościach to skandynawskie mistrzostwo! Bez zastanowienia wskazuję ten tytuł jako mój ulubiony film z północy Europy, który jednocześnie uwielbiam i wywyższam go na piedestał światowej kinematografii, a jednocześnie wiem, że nie odważę się go zobaczyć po raz kolejny. Tańcząc w ciemnościach to dramat biednej kobiety - matki, która zrobi wszystko dla szczęścia własnego dziecka. Obraz wyniszczający, drażniący niesprawiedliwością i pozostający w głowie na zawsze. Perfekcyjne kino łączące w sobie miażdżący dramat i wspaniały musical, ubogacony o wspaniałe kompozycje Bjork.


Persona (1966)
reż. Ingmar Bergman

Nie od dzisiaj wiadomo, że w kinie bardzo cenię sobie warstwę wizualną. Bo obok dobrej historii, ważny jest też sposób jej przedstawienia, który niejednokrotnie może mnie zaintrygować. Apogeum zaintrygowania osiągnął zdecydowanie Ingmar Bergman swoją znakomitą Personą, kreując na naszych oczach perfekcyjne w każdej scenie, inspirujące kino, które pobudza nie tylko naszą wyobraźnię, ale i umysł. Przewijające się przez naszą głowę myśli, tworzą się już na początkowym etapie seansu, ale z każdą kolejną minutą ulegają one zmianie, by nawet po nim nie przybrać odpowiednich kształtów. Genialny, ponadczasowy majstersztyk. Bardzo trudna i ciężka pozycja obowiązkowa dla każdego.


Przełamując fale (1996)
reż. Lars von Trier

To drugi i wiedzcie, że nie ostatni film Larsa von Triera w tym skromnym zestawieniu. Tym razem Przełamując fale - kolejny znakomity obraz w dorobku reżysera, który choć nie zmiażdżył mnie tak, jak wcześniej wspomniane Tańcząc w ciemnościach, obawiam się, że również dobrowolnie do niego nie powrócę. Ale jeżeli ktoś ma go wciąż przed sobą to naprawdę warto. Przełamując fale to idealny dowód na to, że Trier to wielki reżyser, który potrafi manipulować odbiorcami, jednocześnie zupełnie nie oceniając bohaterów snutych przez siebie historii. Rewelacyjne kino, które nie pozostawia widza obojętnym. Lekko przygnębia, ale i mocno fascynuje, szczególnie obserwując poczynania głównej bohaterki.


Przytul mnie (2010)
reż. Kaspar Munk

Przytul mnie to film, do którego najprościej w świecie mam słabość. Bo to wcale nie jest jakieś wybitne kino, które zwala z nóg. To jeden z tych filmów, który ujmuje swoją prawdziwością i bardzo aktualnym tematem, o którym na szczęście mówi się coraz głośniej. A jest to problem prześladowania i wyśmiewania w szkole, tak bliski każdemu nastolatkowi w moim wieku, który jeszcze nie tak dawno uczestniczył w życiu gimnazjalnym (samo gimnazjum to temat na zupełnie inną dyskusję). Po prostu wzruszył mnie ten film, chwycił ze serce i tymi prostymi emocjami mnie porwał. 


Polowanie (2012)
reż. Thomas Vintenberg

W ubiegłym roku wiele osób głośno i otwarcie kibicowało temu filmowi w drodze po Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Choć Vintenberg i jego Polowanie ulegli Wielkiemu pięknu, ostatecznie film zdobył wielu zwolenników, do których po dość spóźnionym seansie, dołączyłem i ja. Polowanie to obraz przedstawiający człowieka, którego pozycję wyniszcza kłamstwo i niezrozumienie. Kiedy Lucasowi (w tej roli znakomity Mads Mikkelsen) wydaje się, że już jest w najtragiczniejszym punkcie swojego życia i wszystko skieruję się teraz w dobrą stronę, okazuje się, że to początek pogłębiającego się jego osobistego dna. Znakomity, emocjonujący film, który przeszywa ciszą i tę bolącą ciszę po sobie pozostawia.


Zjazd absolwentów (2013)
reż. Anna Odell

Zjazd absolwentów to film dość bliski tematycznie wcześniej wspomnianemu Przytul mnie, ponieważ również ociera się i to bardzo mocno o tematykę prześladowań w szkole. Z tą różnicą, że Zjazd absolwentów to oprócz emocji i historii, przemyślany projekt, który zaskakuje swoją formą i sposobem prowadzenia. Śmiem twierdzić, że jest to film, który powinien zobaczyć każdy nastolatek, ponieważ w perfekcyjny sposób obrazuje on, jaki wpływ na człowieka wywierają jego problemy ze szkolnych lat. Zjazd absolwentów to prawdziwa analiza życia Anny Odell - życia zniszczonego i nieodwracalnie zmienionego.



Nimfomanka - Część 1. (2013)
reż. Lars von Trier

Nie będę ukrywał, że Lars von Trier to mój ulubiony reżyser skandynawski, choć wiadomo - nie wszystkimi filmami mnie przekonuje. W przypadku Nimfomanki zostałem trochę podzielony na pół, bo o ile pierwsza część to kino bardzo dobre, na którym poczułem artystyczne uniesienie, o tyle druga część - pozostawiła dozę niedosytu, okazując się kinem zbyt powolnym i w skutkach jedynie niezłym. Mówiąc więc o ulubionych filmach skandynawskich, bez zastanowienia wskazuje jedynie część pierwszą, choć Nimfomanka jako całość sama w sobie stanowi artystyczny majstersztyk. Kino na pewno nie dla każdego, które stanowi źródło niezapomnianych przeżyć. I uwierzcie na słowo - bardziej szokuje cała otoczka, niż sam film.


Intruz (2015)
reż. Magnus von Horn

Może się to wydać trochę zabawne, ale Intruz to film, dzięki któremu na moment zapomniałem, że Magnus von Horn to scenarzysta nieszczęsnej Obietnicy. Zapomniałem o tym przede wszystkim po bardzo dobrym filmie, ale przyczyniło się do tego również spotkanie z samym reżyserem, który okazał się przemiłą osobą. Intruz to właściwie szwedzko-polska koprodukcja, ale postanowiłem postawić ją pośród filmów skandynawskich, ponieważ to właśnie w ich stylistykę wpisuje się doskonale. Magnus von Horn stworzył bardzo prawdziwy obraz nastolatka, do którego alienacji doprowadza błąd z przeszłości. Błąd, który jest przyczyną nie tylko problemów w szkole, ale przede wszystkim problemów rodzinnych młodego i z wyglądu dość niepozornego chłopaka. Intruz jest jednym z najlepszych filmów o młodzieży, jakie dotychczas widziałem. Dodatkowo, to również film o rodzinnych relacjach i pewnej bezsilności, która pojawia się w rodzinie głównego bohatera.


Oslo, 31 sierpnia (2011)
reż. Joachim Trier

Nagrodzony dwoma norweskimi nagrodami Amanda dla najlepszego reżysera oraz za najlepszy montaż, Oslo, 31 sierpnia to film opowiadający historię Andersa, który po wielu latach problemów, pojawia się ponownie w punkcie wyjścia. Jest to moment, w którym jego rówieśnicy mają już pracę, partnerów oraz dzieci, a on nie ma właściwie niczego. Jedynie pewną perspektywę, że może będzie lepiej. Oslo, 31 sierpnia to bardzo interesujący portret człowieka zagubionego i bardzo wycofanego. Film niezwykle kameralny i nie aż tak bardzo surowy jak na skandynawskie normy przystało.



Jeżeli ktoś z Państwa chciałby bliżej poznać się ze skandynawskim kinem, w imieniu organizatorów zapraszam na 16. Festiwal Filmów Skandynawskich w Darłowie, nad którym po raz trzeci z rzędu objąłem patronat medialny. Idealny sposób na urozmaicenie tygodnia nadmorskich wakacji!

https://www.facebook.com/ffsdarlowo/?fref=ts

Komentarze