Królowa jest tylko jedna, czyli krótkie podsumowanie VMA 2016


MTV Video Music Awards to zdecydowanie najważniejsze nagrody przyznawane na rynku muzycznym za teledyski. Tegoroczne VMA zdominowane zostało przez Beyonce, wyróżnienie specjalne dla Rihanny i wielki powrót Britney Spears.

No właśnie. Beyonce to nowa królowa. Jedyna. Niepowtarzalna. Niezwykła. Wielka zwyciężczyni tegorocznego VMA. Queen B wróciła z gali aż z ośmioma statuetkami w tym za najlepszy teledysk roku, najlepszy kobiecy teledysk oraz przełomowe wideo. Nic dziwnego. Lemonade to nie tylko świetny album Beyonce, stanowiący spójną stylistycznie całość, ale przede wszystkim perła w postaci visual album, na który składają się teledyski do wszystkich piosenek z ostatniej płyty artystki. Największy przegrany? Adele. Brytyjska wokalistka, która – pomimo ośmiu nominacji – nie otrzymała ostatecznie żadnej nagrody. To trochę moje wewnętrzne smutki, bo reżyserem teledysku do Hello jest Xavier Dolan, a dla Xaviera wszystko.


Nie tym razem. Beyonce zasłużyła na każdą pojedynczą otrzymaną statuetkę, a teledysk do Formation to bezsprzecznie jeden z najlepszych tegorocznych teledysków (spośród nominowanych zdecydowanie najlepszy). Artystka ostatnim albumem i filmowym dodatkiem do niego jedynie udowodniła, że jest jedną z głównych popkulturowych ikon mojego pokolenia. Niespodzianką był również niezapowiadany wcześniej występ Queen B, którym jedynie pokazała, że jest obecnie na szczycie. Choć było to show dość typowe dla Beyonce, w którym nie zabrakło sekwencji tanecznych, to jest to bezsprzecznie jeden z najlepszych występów na VMA w historii, a Don't Hurt Yourself i Formation na żywo to prawdziwa miazga. 


Nagrodę specjalną za wyjątkowe osiągnięcia MTV Vanguard Award im. Michaela Jacksona otrzymała w tym roku Rihanna, która podczas gali zaprezentowała się aż czterokrotnie, mieszając ze sobą swoje największe hity. Najbardziej rozczarowujące wydało się popowe otwarcie gali. Występ nie przekonał nie tylko pod względem wokalnym i muzycznym, ale przede wszystkim tanecznym – jako widowisko, które w tym przypadku było poniżej poziomu Rihanny. Kolejne dwa – pierwsze w bardziej dancehallowym stylu i drugi okrzyknięty mianem R&B – pokazały w jakich klimatach wokalistka czuje się najlepiej. Najważniejszy okazał się jednak czwarty występ artystki, w którym zaprezentowała trzy chyba najpopularniejsze w ostatnim czasie ballady, w których udowodniła, że jest nie tylko wielką gwiazdą, ale i naprawdę dobrą wokalistką. Może taki kolejny album w stylu Love on the brain i Diamonds? (i jeszcze miłość Drake'a do Rihanny, ale to w nawiasie, bo to temat bardziej dla pana pudla pudelka.)


Bardzo wyczekiwany był również powrót Britney Spears na galę VMA po niezapomnianym występie z piosenką Gimmie More, w którym wokalistka – warto dodać, że po bardzo dużym i znaczącym kryzysie – ledwo stała na nogach, a sam występ szybko stał się kultowym. Po naprawdę dobrym albumie, o którym niestety jest dość cicho (recenzja tutaj), Britney zaprezentowała się po raz kolejny z najlepszej strony. Trochę szkoda, że nie zapomniała na moment o playbacku i nie spróbowała zaprezentować się na żywo chociaż we zwrotkach. Trochę też szkoda, że na wokalistkę spadła fala hejtu za playback, do którego już chyba wszyscy powinni się przyzwyczaić od kilkunastu lat. To był lekki i bardzo seksowny występ. Może nie aż tak ikoniczny, jak ten z wężem, kiedy to na gali Britney wystąpiła z piosenką I'm a Slave 4 U. Ale ładny, to na pewno. 

Tegoroczne MTV Video Music Awards zakończyły się bez większych zaskoczeń. Wygrała główna faworytka, zgarniając 8 statuetek spośród 11 nominacji. Ponownie swoim wielkim show zachwyciła wspaniała Beyonce. Próbowała jej dorównać Rihanna, ale to nie ta sama sceniczna charyzma. No i na deser słodka i seksowna Britney Spears, która swoim nowym albumem chce wrócić do gry. Szkoda, że debiutem roku nie została Zara Larsson, ale na nagrodę dla DNCE narzekać nie można. Zasłużyli. Kto zgarnie nagrody w przyszłym roku? Obserwujmy pojawiające się teledyski i powoli typujmy. Niech będzie jeszcze ciekawiej niż w tym roku.

PS. Panna Ariana Grande się cofa wizerunkowo. Po niezłym albumie z dojrzalszymi singlami, znowu róż...


Komentarze