Lepszy gorszy świat – recenzja filmu „Nowy Świat” (2015)


#NIEWYKLUCZAM. Taki hashtag towarzyszy premierze filmu Nowy Świat, który miałem okazję zobaczyć podczas tegorocznego festiwalu NETIA OFF Camera. Jego siła wydaje się większa niż siła samego filmu. Niestety. 

Nowy Świat zbudowany jest z trzech nowel filmowych, które łączy ze sobą temat imigrantów, którzy uciekają ze swoich ojczyzn z najróżniejszych powodów. Nietolerancji. Inności. Problemów prywatnych. Chęci zmiany. Uciekają w poszukiwaniu lepszego życia i próbują odciąć się od przeszłości, która w ich nowej ojczyźnie – wcale nie tak kolorowej Polsce, jak mogli sobie wyobrażać – mimo wszystko się odzywa i nie daje o sobie zapomnieć. Jako widzowie nie reagujemy prawie wcale na te problemy. Niby są, ale jakby ich wcale nie dostrzegamy. Bo Nowy Świat o problemach mówi, ale właściwie oprócz mówienia i pokazywania, ten film nic ze sobą nie niesie. Najmniejszej emocji, nie mówiąc już o jakiejkolwiek refleksji. Gdyby nie ten hashtag „nie wykluczam”, z niewykluczaniem ten film miałby niewiele wspólnego, a na pewno nie sprowadziłby mnie do takiego krótkiego przemyślenia. Bo ten film wzywa do tolerancji. Ale stawiając pytanie „po co?”, po takim filmie dostajemy odpowiedź: „bo tak”. 


Największym problemem wydaje się nierówność filmu – problem, który dotyczy wielu tytułów, podzielonych na krótsze nowele. Kiedy pierwsze dwie historie są zupełnie nie angażujące, w trzeciej jakby coś rusza. Opowieść o mężczyźnie, który zostawił swojego syna i przeszedł psychiczny proces zmiany płci i jest w trakcie oczekiwania na operację, jest naprawdę wzruszająca, mimo że podobnie jak dwie poprzednie historie, pozostawia nas bez większej refleksji. Historia Wiery sprawdziłaby się jako bardzo dobra etudia. Historie Azzama i Żanny niekoniecznie. Nowy Świat ma w sobie coś dobrego i jednocześnie niedobrego. Pamiętam odczucie rozczarowania towarzyszące mi po seansie, że byłem świadkiem filmu, który nic nowego mi nie powiedział, a jednocześnie wychodząc z sali kinowej miałem świeczki w oczach i czułem pewne poruszenie. 

Mam niemiłe wrażenie, że Nowy Świat sprawdziłby się trochę jako film edukacyjny dla młodzieży w szkołach. Jako nie do końca udany manifest, który pokazuje potrzebę tolerancji. Z jednej strony, to komplement, bo sugeruje, że film niesie ze sobą jakąś wartość (a ta „jakaś” wartość jest zdecydowanie lepsza od żadnej wartości). Z drugiej, czy naprawdę takie filmy chcemy oglądać w kinach?

Komentarze