W wyższych sferach z Allenem – recenzja filmu „Śmietanka towarzyska” (2016)


Rzadko dogaduje się z Allenem, a jeżeli już się dogaduję to mam przyjemność zobaczyć wspaniałego Słodkiego drania albo rewelacyjne Blue Jasmine, które za drugim razem zrobiło na mnie jeszcze większe wrażenie. Teraz Woody wraca do Hollywood, ale czy wraca na szczyt?

Śmietanka towarzyska to historia Bobby'ego, który przyjeżdża do swojego wuja do Hollywood, by rozpocząć niekoniecznie lepsze, ale przede wszystkim ciekawsze życie. Miejsce pełne sławy i pieniędzy szybko jednak zostaje zepchnięte na drugi plan, kiedy chłopak poznaje zupełnie inną od wszystkich tamtejszych kobiet Vonnie. Śmietanka towarzyska jest filmem, który od początku do końca w całości znajduje się trochę jakby między czymś a czymś. Allen prowadząc ten film balansuje pomiędzy dość zabawną i błyskotliwą komedią a całkiem angażującym dramatem miłosnym głównego bohatera. Ten znowu znajduje się niby w konkretnym miejscu, ale tak naprawdę myślami wciąż błądzi między wymarzonym Hollywood a ukochanym Nowym Jorkiem. Pomiędzy znajdują się również inni bohaterowie – wuj jednocześnie oddaje się żonie i swojej kochance, a hollywoodzka ukochana Bobby'ego stoi między dwoma mężczyznami, nie mogąc zdecydować się, którego powinna wybrać. 


Również film pozostawia gdzieś pomiędzy widzów. I wbrew pozorom nie chodzi o niewyrazistość Śmietanki towarzyskiej, bo przy tak świetnie wykreowanym i przede wszystkim bardzo ujmującym oraz konkretnym klimacie lat 30. o jakichkolwiek wyrazistościach nie da się rozmawiać. Bo ich po prostu nie ma. Problem pojawia się jednak w momencie, kiedy na samym końcu znajdujemy się punkcie pomiędzy zachwytem i irytacją, sami nie wiedząc, które odczucie choć trochę dominuje. Nie ulega wątpliwości, że Śmietanka towarzyska jest filmem bardzo dobrze poprowadzonym z niezwykle uroczą historią, opakowaną dodatkowo w piękne obrazki. Jego lekkość udziela się widzom, a film Allena staje się bardzo wysmakowaną rozrywką. Irytuje jednak do bólu udawana swoboda bohaterów, a powiedziałbym nawet, że ich sztuczność – karykaturalność i pewna maniera każdego z osobna. 

Wbrew pozorom nie jest to szczególnie aktorski problem. Irytujący wydają się przede wszystkim sami bohaterowie. Najbardziej nieznośny jest przesłodki główny bohater, który wkurza swoim sposobem bycia (ale nie męczy!), a wcielający się w niego Jesse Eisenberg jest równie przedziwny jak w roli czarnego charakteru z filmu Batman v Superman: Świt sprawiedliwości. Vonnie przy obecności bardzo charakterystycznego Bobby'ego, sprawia wrażenie trochę niewyrazistej postaci, a sama Kristen Stewart – choć naprawdę dobra – jest trochę zbyt surowa do tak kolorowego świata Allena. Phil Stern jest równie nieznośny co główny bohater, a wcielający się w niego Steve Carrell szarżuje, balansując pomiędzy kiczem i dobrym aktorstwem. Natomiast Blake Lively, której nazwiskiem ten film jest promowany, jest jedynie niesamowitym wsparciem estetycznym, bo ta kilkuminutowa rola to ograniczenie aktorskiego potencjału piękności do minimum. 

Śmietanka towarzyska to dobry film Allena, którym sam reżyser udowadnia, że bardzo dobrze czuje się w świecie wyższych sfer. O nadchodzący film Woody'ego szczególnie się nie martwię. Podobno główną rolę ma zagrać niezastąpiona Kate Winslet, więc choćby Allen trochę poległ, Winslet na pewno pociągnie ten film jak Cate Blanchett całkiem dobre Blue Jasmine (a rewelacyjne dzięki jej mistrzowskiej roli).


Komentarze