Artysta przez największe A – recenzja filmu „Ostatnia rodzina” (2016)


Zdzisław Beksiński to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich artystów, którego można nazwać artystą przez wielkie A. Czy Ostatnia rodzina jest filmem na jaki rodzina Beksińskich zasługiwała?

Od razu odpowiem – tak. To film prawie tak samo wybitny, jak prace Zdzisława Beksińskiego. Przeszywający widza i niezwykle angażujący. Oddziałujący na widza w praktycznie identyczny sposób jak jego mistrzowskie obrazy, przez które przemawia do odbiorcy nie tylko turpizm, ale przede wszystkim artystyczne igranie ze śmiercią oraz intrygujące barwy i malowane postaci. Film, który przez ponad półtorej godziny jest bardzo dobrym filmem o rodzinie Beksińskich, by w zaledwie kilkanaście minut urosnąć do potężnych filmowych rozmiarów. Ostatnia rodzina wzrusza, przeraża, intryguje i bawi, a cały film choć sprawia niekiedy wrażenie trochę przerysowanego i będącego jakby przelotnym spojrzeniem na życie poszczególnych członków rodzinny Beksińskich, to jest to finalnie obraz rodziny i człowieka, wywołujący niezapomniane emocje. Obraz miażdżący jedną sceną i zakończeniem, które wszyscy doskonale znamy. Zakończeniem, które – przyznajmy – życie powinno napisać inaczej. 


No właśnie, Ostatnia rodzina to przede wszystkim obraz tej tytułowej rodziny. Matuszyński nie daje nam poznać Zdzisława Beksińskiego jako porywającego artysty, chociaż ani na moment nie daje nam też zapomnieć, że takowym był. Jego fenomen jest jedynie tłem do opowiedzenia historii o rodzinie, która choć ma w sobie wybitne jednostki, to mieszka w zwykłym mieszkaniu w jednym z szarych warszawskich blokowisk, różniącym się jedynie (i aż jednocześnie) malarskimi arcydziełami na ścianach zamiast chociażby boazerii. W filmie Matuszyńskiego rodzina Beksińskich jest rodziną, jaką mogłaby być każda z naszych rodzin. Zupełnie niewyjątkowa. Mająca swoje problemy. Tracąca najbliższych. Zwykła. Taka jak moja, Twoja i również Twojego sąsiada. A jednak jakby w tej swojej zwykłości niezwykła, bo Beksiński. 

W tych zwykłych niezwykłych rolach wyjątkowi są aktorzy. Andrzej Seweryn w Ostatniej rodzinie zagrał rolę, która zdeklasowałaby najprawdopodobniej wszystkich aktorów nominowanych do przyszłorocznych Oscarów. Szarżuje na ekranie. Bardzo charyzmatycznie oddaje Beksińskiego, nie zapominając przy okazji o tym, by widza swoją rolą zahipnotyzować. To kreacja mocna i delikatna jednocześnie. W skrajnościach na ekranie świetnie odnajduje się Dawid Ogrodnik. Tomasz Beksiński jest postacią wybuchową, nieprzewidywalną i bardzo wyjątkową w swojej inności. Ogrodnik, obok fenomenalnego rozchwiania bohatera, jego niepewności i niekiedy gwałtowności, nie zapomniał o tym, że Tomasz Beksiński był przede wszystkim człowiekiem z wielką pasją i to zaangażowanie w tej roli bardzo łatwo można dostrzec. Gdzieś obok jest perfekcyjna Aleksandra Konieczna, która w cieniu swojego filmowego męża kreuje najciekawszą rolę w tym filmie i jedną z najlepszych polskich kreacji kobiecych ostatnich kilku lat. Zofia Beksińska to ostoja Ostatniej rodziny, ale też ekranowa zagadka, będąca niby gdzieś obok, ale wciąż jakby w samym centrum. 

Ostatnia rodzina powinna być polskim kandydatem do Oscara, bo to nie tylko historia bardzo uniwersalna, ale przede wszystkim opowieść o wspaniałych ludziach, którymi powinniśmy się chwalić zagranicą. Już teraz zwiastuje się sukces tego filmu porównywalny do polskiej oscarowej Idy. To bardzo poruszający film, po seansie którego nikt nie wstawał. Pojawiły się napisy końcowe, a ludzie siedzieli jak zaklęci. Na twarzach niektórych dostrzec można było wzruszenie i łzy, a niektórych – w tym mnie – złapał emocjonalny paraliż. Najlepsze w Ostatniej rodzinie jest jednak to, że Matuszyński w swoim filmie nie dostrzega Beksińskich, ale przede wszystkim ludzi w najbardziej ludzkim tego słowa znaczeniu.

Komentarze