Film wyrwany z innej epoki – recenzja filmu „Śledztwo the Inquest” (2016)


Wszyscy chyba jesteśmy zdania, że młodych polskich twórców należy wspierać. Przed Wami film Śledztwo the Inquest, który jest jednocześnie pracą dyplomową Eny Kielskiej na kierunku reżyserii oraz krótkim metrażem nagradzanym na zagranicznych festiwalach, o którym w Polsce niestety jeszcze (z naciskiem na jeszcze!) niewiele się mówi. 

Tak, te nagrody zrobiły na mnie ogromne wrażenie i podsyciły moją ciekawość. Film, który nie doczekał się jeszcze polskiej premiery na żadnym festiwalu, zdobył prestiżową nagrodę podczas American Film Award w kategorii student film oraz statuetkę za najlepsze zdjęcia na We Like'Em Short Film Festival Baker City Oregon USA. Śledztwo the Inquest opowiada historię prywatnego detektywa, który przybywa do Naszego Miasta, by rozwiązać sprawę seryjnych zaginięć jego mieszkańców. Zleca mu ją sam burmistrz miasta, ponieważ jedną z ofiar tajemniczych porwań staje się jego córka. Detektyw chodzi po przedziwnym mieście i obserwuje miejscowych mieszkańców, próbując rozwiązać powierzoną mu sprawę. 


Śledztwo the Inquest jest filmem równie tajemniczym, co seryjne porwania. Czarno-biały obraz świetnie współgra z kreowanym na ekranie starodawnym klimatem, który momentami przerywany jest przez telefony komórkowe i inne współczesne wynalazki. Uwspółcześnienie stylistyki, w której utrzymany jest cały film, wprowadza do krótkometrażowki wiele intrygującej groteski. Pomimo kryminalnego wątku, zachowania bohaterów oraz ich działania niejednokrotnie prowadzą nas do szczerego uśmiechu – wiecie, tego takiego czarnego, który niby nie powinien pojawić się na naszych twarzach, ale mimo wszystko się pojawia i nie jesteśmy tego w stanie skontrolować. Śledztwo the Inquest to czarna komedia, którą ogląda się jak filmy z początku XX wieku, z montażem poklatkowym i dubbingiem, który potęguje odczucie oglądania filmu pamiętającego czasy Charliego Chaplina. 

Reżyserka bardzo umiejętnie czerpie z tego, co dotychczas już widzieliśmy na ekranie – wśród swoich inspiracji wymienia m.in. Sin City: Miasto Grzechu. Jej Śledztwo the Inquest ma dzięki nim swój charakter, dość unikatowy na tle pozostałych współczesnych filmów. Ten niespełna dwudziestominutowy kryminał z nutą czarnej komedii ubrany jest w świetne i bardzo stylowe zdjęcia oraz bardzo klimatyczną piosenkę, która jeszcze bardziej podkręca tajemniczy wydźwięk całokształtu. I choć wydawać by się mogło, że Śledztwo the Inquest jest zwykłym kryminałem, to tak naprawdę niesie ze sobą pewne przesłanie i stawia przed nami pytania, niekoniecznie dotyczące osoby samego porywacza. 

Film krótkometrażowy Eny Kielskiej można potraktować jako bardzo ciekawy i przede wszystkim udany projekt filmowy, który intryguje głównie pomysłem (lista inspiracji jest naprawdę długa) i samą realizacją (ponownie powtórzę – świetne zdjęcia!). Czekajmy więc zatem na polską premierę, bo warto zobaczyć film, którym już teraz chwalimy się za granicami naszego kraju. Film niby nowy, a jakby wyrwany z zupełnie innej epoki.

PS. Film obejrzałem dzięki uprzejmości twórców filmu.

 

Komentarze