strona główna / spis recenzji / muzyczna lista / kino w piątek, kochanie? / kto tu rządzi?

środa, 21 września 2016

Morderca jest tylko jeden – recenzja filmu „Jestem mordercą” (2016)


Trzy lata temu Maciej Pieprzyca skradł serca milionów Polaków znakomitym i niezwykle poruszającym filmem Chce się żyć. Tym razem wrzuca nas w sam środek komunistycznej Polski, a my stajemy oko w oko z milicją i seryjnym mordercą kobiet.

Jestem mordercą to thriller psychologiczny inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Głównym bohaterem jest młody porucznik, który otrzymuje sprawę odnalezienia i schwytania wampira, będącego seryjnym mordercą kobiet. Śledztwo staje się w okolicy coraz głośniejsze, a Jasiński zostaje miejscowym bohaterem i autorytetem, mimo że sprawa wampira nie jest jeszcze do końca rozwikłana. Tematycznie i gatunkowo Pieprzyca tym filmem uderza w dużo poważniejsze tony niż w swoim wcześniejszym dokonaniu. Nie przeszkadza mu w tym nawet komunistyczna Polska, przedstawiona w trochę groteskowym świetle. Niby szara i ponura, ale na tyle absurdalna, by wywoływać w widzach – obok irytacji oczywiście – mały uśmiech na twarzy. Bo są to obrazki dość komiczne (scena z telewizorem, przykład idealny), choć niekoniecznie miłe i sprawiedliwe. Nie ma więc zbędnego patosu i stania na milicyjną baczność. Jest za to nieprzesadnie poważne i ciekawe kino. Bardzo dobre kino.


Film Pieprzycy tylko pozornie opowiada historię poszukiwania seryjnego mordercy. Tak naprawdę to szara opowieść o człowieku, który niby ma wszystko, ale daje się ponieść fali sukcesu i spada na całkowite, właściwie bezwartościowe dno. O człowieku, któremu włącza się znieczulica, a honor i powodzenie stają się ważniejsze od najbardziej istotnych rzeczy w życiu. Jestem mordercą to thriller, w którym śledztwo jest jedynie pretekstem do pokazania zmiany człowieka, która dotyczy nie tylko pewnych cech (dobre stają się tymi gorszymi, a złe cechy niestety wciąż są złe), ale przede wszystkim priorytetów. Definicją szczęścia staje się dobre imię, poszanowanie i alkohol, a zanikająca moralność prowadzi do łatwego zagłuszania wyrzutów sumienia, czego skutkiem może być bardzo łatwy i szybki osobisty upadek. 

Również realizacyjnie film jest dość wyjątkowy. Niekiedy stylistycznie przypomina trochę bardzo dobrych Bogów Łukasza Palkowskiego, a czasami gwałtowne zbliżenia sprawiają wrażenie, jakbyśmy podglądali bohaterów z ukrytej kamery. Emocji całokształtowi dodaje świetna muzyka, która brzmi, jakby była wyrwana z oscarowego Whiplasha, ale trochę złagodzona, choć niepozbawiona całej mocy i chwytliwego tempa. W głównej roli świetnie radzi sobie Mirosław Haniszewski, który kreuje bardzo mocną postać. Niektóre sceny kradnie mu milczący, cichy i jednocześnie niezwykle charyzmatyczny Arkadiusz Jakubik, który na drugim planie dzieli się laurami ze stanowczą (i jak zwykle znakomitą) Agatą Kuleszą. 

Nie zdziwiłbym się, gdyby tegoroczne gdyńskie Złote Lwy powędrowały właśnie do Macieja Pieprzycy. Nawet jeżeli tak się nie stanie, Jestem mordercą to wciąż bardzo solidny i mocny film. Może nie aż tak fenomenalny jak Chce się żyć, ale niezwykle stylowy i przede wszystkim trzymający w napięciu do samego końca, by kilkoma ostatnimi scenami konkretnie uderzyć w widza. Bardzo boleśnie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz