Bo tak pachnie kobieta – recenzja filmu „Szczęście świata” (2016)


Macie czasami tak, że oglądacie jakiś film i zastanawiacie się, po co i dla kogo on właściwie powstał? Ja tak miałem tuż po seansie Szczęścia świata w reżyserii Michała Rosy – filmu, który niby jest lekki i przyjemny, ale jakby totalnie niepotrzebny.

Ciężko jakkolwiek ten film streścić. Szczęście świata wydaje się opowieścią o kobiecie, która jest tym tytułowym szczęściem. To kobieta o twarzy Karoliny Gruszki, która potrafi porozumiewać się w kilku językach. Jest pożądana przez mężczyzn i dodatkowo jest dyskretną uwodzicielką. Zmienia ich życie i jego postrzeganie. Jej ulubionym miejscem jest wanna i wszystko, co w tej historii wydaje się najlepsze, to przede wszystkim Karolina Gruszka w tej wannie. Szczęście świata irytuje jak ubiegłoroczne Panie Dulskie, ale jednocześnie są w tym filmie rzeczy, z których da się czerpać jakąkolwiek przyjemność. Pomimo odczucia niepotrzebności filmu Michała Rosy i irytacji wynikającej głównie z zachowania głównych bohaterów, Szczęście świata jest bez wątpienia bardzo pięknym filmem. Wizualnie. Niesamowite kostiumy, świetne oświetlenie i ładne kolory powodują, że Szczęście świata ogląda się całkiem nieźle. Choć nie ma nad czym zatrzymać się w historii, to zawsze można zawiesić na czymś oko. Albo kimś. Na przykład na Karolinie Gruszce w wannie. 


Historię, której brakuje najmniejszej iskierki, nie mówiąc już nawet o jakimkolwiek zaangażowaniu w nią widza, starają się uratować aktorzy. Na ekranie błyszczy Dorota Segda, której rola psychicznie chorej kobiety delikatnie szturcha widza. Szkoda jednak, że to skromny epizod. W jej cieniu pozostaje jej całkiem dobra filmowa siostra Agata Kulesza, która ponownie jest silną i stanowczą kobietą, ale jednocześnie sprawia nieodparte wrażenie, że gdzieś to już widzieliśmy i tym czymś były najprawdopodobniej tegoroczne Niewinne. Karolina Gruszka na ekranie kusi i na tym kobiecym kuszeniu niestety się kończy, aktorsko niestety nie prezentując niczego, co mogłoby zaskoczyć w najmniejszym stopniu widzów. Ot taka kusicielka, czego większą zasługą jest kobiece piękno niż aktorski warsztat. Nie ma też żadnej wybitnej kreacji wśród mężczyzn, która filmowi Michała Rosy dodała by nie tyle mocy, co przede wszystkim charakteru. 

Szczęście świata jest cudownym nijakim filmem. Pięknym w warstwie wizualnej, ale bezpłciowym już na etapie samego scenariusza. Film Michała Rosy ogląda się całkiem nieźle, a Szczęście świata jest naprawdę przyjemne (choć trochę nudnawe). Jednak wciąż towarzyszy mi nieodparte wrażenie, że ten film brzmi ładnie jedynie w opisie dystrybutora, a tak naprawdę nie rozumiem po co i dla kogo.


Komentarze