10 najlepszych albumów 2016 roku


Ten rok przyniósł nam kilka (a może i trochę więcej) płytowych rozczarowań, nie tylko na zagranicznej scenie muzycznej, ale również na polskiej. W czasie podsumowań skupmy się jednak na pozytywach minionego roku. Przed Wami dziesięć najlepszych płyt 2016 roku według szpachello.pl!



10. Max Jury – Max Jury 

Debiutancka płyta Maxa Jury'ego to najspokojniejsza i najlżejsza płyta w tegorocznym rankingu. Na albumie znalazło się jedenaście ballad, które czasami na myśl przynoszą Eda Sheerana, ale to wciąż bardzo charyzmatyczny, a jednak z postury i wyglądu dość niepozorny Max Jury. Najpierw od pierwszego odsłuchania zakochałem się nie tylko w jego barwie, ale przede wszystkim w piosence Love That Grows Old. Później poznałem ciekawą Numb w zupełnie nieciekawym filmie Zanim się pojawiłeś i na końcu dopiero usłyszałem całą płytę. Numer jeden na debiucie Maxa Jury'ego? Zdecydowanie piosenka Princess


9. Ania Dąbrowska – Dla naiwnych marzycieli 
Dla naiwnych marzycieli to płyta niedoskonała, ale rzucająca zupełnie inne światło na polską muzykę pop. Myślę, że niektórym słuchaczom może udowodnić, że również w Polsce można robić piosenki, które idealnie odnalazłyby się na radiowych listach przebojów, a jednocześnie były czymś więcej niż jedynie komercyjną muzyką rozrywkową. Ania Dąbrowska chwyta swoimi piosenkami, zarazem zachwycając warstwą muzyczną oraz tekstową, niebanalnie opowiadając najczęściej o miłości. Dobrze, że płyta Dla naiwnych marzycieli trafiła do polskich rozgłośni radiowych. Brakuje tam, niestety, tego ambitniejszego popu. A taki bezsprzecznie prezentuje Dąbrowska! 


8. Taco Hemingway – Marmur 

Początkowo postrzegałem Marmur jako trochę zachowawczą płytę. Mam wrażenie, że Taco Hemingway niczym na niej nie zaskoczył, a mimo wszystko jego pierwsza pełnoprawna długogrająca płyta robi bardzo dobre wrażenie. Marmur jest podróżą do tytułowego hotelu i zatrzymaniem się w nim razem z artystą na niecałą muzyczną godzinę. Mam kilka swoich faworytów i pośród nich trzeba wskazać Żyrandol, Tsunami Blond czy Mgłę I (Siwe włosy). Dobra ta płyta i jak polskiego rapu w dużych ilościach nie trawię, tak do Marmuru bardzo chętnie wracam, a to już chyba o czymś świadczy. 


7. Piotr Zioła – Revolving Door 

Revolving Door to płyta, która kreuje obrazy. Ponure, najczęściej czarno-białe i piękne, bo piękny na tej płycie jest przede wszystkim ten klimat, w którym da się odczuć wpływy współczesnej oryginalności i jednocześnie muzycznych korzeni, zapomnianych ostatnio na polskiej scenie muzycznej. Debiut Piotra Zioły to wkroczenie na rynek muzyczny z bardzo odważnym materiałem. Innym i ciekawym, będącym na tyle charakterystycznym, by wystarczająco wyróżnić Revolving Door na tle tegorocznych płyt. Najlepsza debiutancka płyta tego roku, nie tylko pośród polskich wykonawców. 


6. Rihanna – ANTI 

ANTI to płyta będąca chyba najmniej utrzymana w powszechnie znanym stylu Rihanny. Płyta, w której sama wokalistka została wrzucona w inne gatunki muzyczne, co okazało się być najlepszym, co tę płytę mogło kiedykolwiek spotkać (Love on the brain proszę Państwa!). Po ANTI mogę puścić w zapomnienie bardzo znaczącą wpadkę w postaci Unapologetic. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku powiedziałem koleżance, że nie przepadam za Rihanną. Że mnie nudzi. Że mnie męczy. Że nic mi nie jest już w stanie zaoferować. Cofam wszystkie słowa. Na nowo ją polubiłem, bo zrobiła mi niemały prezent tym krążkiem. 


5. Reni Jusis – BANG

Po siedmiu latach ciszy, Reni Jusis zapukała do drzwi polskiego rynku muzycznego. Nie czekała nawet na to, czy ktokolwiek je otworzy. Weszła, powiedziała, że wraca i tym powrotem powaliła wszystkich, puszczając w zapomnienie praktycznie wszystkie ostatnie polskie płyty. Nie ma tutaj ponadczasowych hitów na miarę Zakręconej czy Kiedyś Cię znajdę… To album idący na przekór wszystkim, w swoją własną stronę. Obraną wcześniej przez Reni Jusis ścieżkę, która jest (tak bardzo potrzebnym!) powiewem świeżości na polskiej scenie muzycznej. Artystka nie patrzy na trendy. Powiedziałbym nawet, że na tej płycie bardzo szaleje, objawiając nam przy okazji swoją niezwykle dojrzałą artystyczną duszę. Powiedzieć, że jestem zachwycony to chyba za mało. Jestem zmiażdżony. Reni Jusis powaliła mnie na kolana, a ja sam klękam przed nią, jak przed królową. Królową polskiego electropopu. Samo BANG to zagadka. Piękna zagadka, popatrzcie nawet na tę wspaniałą okładkę. 


4. Beyonce – Lemonade 

Kolejna niespodziewanie wydana płyta przez Beyonce połączona z visual albumem. Do tej niespodzianki niejedni odliczali dni, nie znając dnia premiery, ale powoli się go spodziewając. Nie oszukujmy się, Formation nie wyglądało jak jednorazowy singlowy strzał. Lemonade przyniosło mnóstwo spekulacji na temat możliwego tła towarzyszącemu powstawaniu płyty. Portale nie tylko plotkarskie, ale również muzyczne, prześcigały się w newsach o rzekomych zdradach Jay-Z i rozrachunku tą płytą Beyonce z dotychczasowym nieszczęściem w ich małżeństwie. Nie skupiając się jednak na tym, co tak świetnie rozdmuchały media po premierze płyty, robiąc Lemonade darmową kampanię reklamową, to świetna płyta. Zdecydowanie lepsza od poprzedniego albumu Beyonce i przede wszystkim ciekawsza. Widać w tym wszystkim małą muzyczną zabawę gatunkami i kolaboracjami z artystami, bo choć współpraca z Kendrickiem Lamarem czy The Weeknd nie była niczym wyjątkowo intrygującym (choć 6 Inch to pierwsza trójka najlepszych piosenek na płycie), to piosenki, do których Beyonce zaprosiła Jamesa Blake'a czy Jacka White'a, są dość odważnymi, ale w skutkach świetnymi krokami stawianymi przez Beyonce. I brawa również za fenomenalny film składający się z teledysków – perełka reżyserska. 


3. Flirtini – Heartbreaks & Promises Vol.3 

Wystarczyło zgromadzić najlepszych producentów w Polsce i najciekawsze głosy na polskiej scenie muzycznej, by stworzyć jedną z najlepszych płyt tego roku. Na Heartbreaks & Promises Vol.3 pojawili się m.in. Natalia Nykiel, Piotr Zioła, Reni Jusis, Michał Sobierajski, Kroki, Małe Miasta, Klaudia Szafrańska i WÜ z zespołu xxanaxx czy Justyna Święs. Brzmi chyba wystarczająco zachęcająco i w zasadzie nic więcej nie trzeba byłoby dodawać. Ale dodam – ta płyta to podsumowanie jak ciekawie prezentuje się obecnie polska scena muzyki elektronicznej. Gdyby ktoś nie wiedział, podpowiem – prezentuje się znakomicie. 


2. Brodka – Clashes 

To bardzo mroczny album. Może depresyjny to za wiele powiedziane, ale od Clashes aż biją bardzo stłumione emocje. Stłumiony wydaje się również cały album, intrygując przy tym swoją szarością. I nawet nieco żywsze, ale wciąż równie klimatyczne My Name Is Youth oraz Up In the Hill nie zmienią odbioru całości. Co więcej, całości doskonałej, która niekiedy wzbudza w odbiorcy lęk, zachwycając jednocześnie swoją nadzwyczajnością. Już dawno nie było albumu tak bardzo spójnego. Clashes to płyta, która ujawni, kto tak naprawdę jest fanem twórczości Brodki, a kto jest fanem Grandy. Jeżeli Clashes jest muzycznym eksperymentem, wyszedł on naprawdę świetnie. Jeżeli to w pełni zaplanowany i przemyślany pomysł Brodki, powiem, że jest prawdziwym wirtuozem na polskiej scenie muzyki rozrywkowej. Być może – wnioskując z tytułu – Clashes było właśnie taką wewnętrzną artystyczną potyczką Brodki, w trakcie której powstała tak znakomita płyta. 


1. BANKS – The Altar 

Dwa lata czekania na najnowszy album BANKS trwały jak wieczność. Po rewelacyjnym debiucie, drugi krążek miał być tym muzycznym sprawdzianem, czy artystka przeskoczy wysoko postawioną poprzeczkę pierwszą płytą. Spodziewałem się wiele i od pierwszego singla Fuck with myself czułem, że The Altar stanie pośród najlepszych tegorocznych płyt. Nie spodziewałem się jednak, że okaże się płytą tak bardzo doskonałą i stylistycznie spójną. The Altar ma wszystko, co w muzyce mnie porusza i emocjonuje. Obok mrocznych i niepokojących utworów, nie zabrakło miejsca dla piosenek, które ujmują niezwykłymi tekstami, napisanymi zresztą przez samą BANKS. Czuć na tym albumie nutę żalu i smutku, a słabości i kruchości towarzyszy niewyobrażalna siła i moc. Genialny album, który już teraz stoi pośród jednych z moich ulubionych albumów wszech czasów.

Komentarze