Dziewięć najgorszych filmów 2016 roku

Deadpool, słodkie to Twoje serduszko, ale i tak nie zabrakło dla Ciebie tutaj miejsca.

Zapytacie od razu: dlaczego nie dziesięć najgorszych filmów tego roku? Bo najlepsza dziesiątka jest trochę oklepana. Dziewiątka może będzie ciekawsza. A tak naprawdę nie udało mi się do tego rankingu skompletować żadnego sensownego najgorszego filmu (i nie mówcie, że powinien tu być Legion samobójców, ten film akurat mi się podobał). Na pierwszy ogień podsumowań – dziewięć najgorszych filmów tego roku wg szpachello.pl!


9. Fale 
reż. Grzegorz Zariczny 

Fale po seansie postrzega się trochę jako film, który jest trafnym spojrzeniem, które ostatecznie do niczego nie prowadzi, nawet szczególnych emocjonalnych porywów. Owszem, pod koniec coś w tym filmie pęka, a relacja pomiędzy jedną z głównych bohaterek i jej matką trochę chwyta za serducho. To jednak za mało. Fale są szare. W dodatku Zariczny prezentuje nam tylko jeden odcień szarości. Szarość bardzo stereotypową.  


8. Szczęście świata
reż. Michał Rosa 

Szczęście świata jest cudownym nijakim filmem. Pięknym w warstwie wizualnej, ale bezpłciowym już na etapie samego scenariusza. Film Michała Rosy ogląda się całkiem nieźle, a Szczęście świata jest naprawdę przyjemne (choć trochę nudnawe). Jednak wciąż towarzyszy mi nieodparte wrażenie, że ten film brzmi ładnie jedynie w opisie dystrybutora, a tak naprawdę nie rozumiem po co i dla kogo. 


7. Dziewczyna z portretu 
reż. Tom Hooper 

Hooper nakręcił przede wszystkim ładny film. Powalający walorami estetycznymi. Kostiumami, charakteryzacją, przepięknymi widokami. Estetyczność Dziewczyny z portretu przekłada się jakby na emocjonalność filmu – im ładniej, tym jakby w tej całej historii coraz bardziej nijako i pusto, a obraz staje się książkowym przykładem przerostu formy nad treścią. W całej tej historii, owszem, jest miejsce na wzruszenia, a ostatnie dwadzieścia minut filmu w pewnym stopniu ratują całokształt, sprawiając, że Hooper nie osiąga tym filmem zupełnego dna. Dna, do którego wciąż jest, niestety, bardzo blisko. Myślę, że taka postać jak Lily Elbe zasługuje na lepszy film, który problem głównej postaci nie tylko pokaże, ale również w jakikolwiek sposób rozwinie. A tutaj? No, tutaj jest, jak jest. 


6. Deadpool 
reż. Tim Miller 

Deadpool to podobno film dobry, tylko po prostu nie dla mnie. Wskazywałyby na to oceny krytyków i innych oglądających, choć przyznam, że pośród moich znajomych zdania też są podzielone. Jeżeli nie lubisz ludzi, którzy są cwaniaczkami, przyjemniaczkami i przystojniaczkami oraz w dodatku budują słowa na wzór takich jak „mateczkami”, „piweczkami” i „dziewuszkami”, nie polubisz też Deadpoola. Ja nie polubiłem. Sorry.


5. Batman v Superman: Świt sprawiedliwości 
reż. Zack Snyder 

Snyder nie jest Nolanem. Opowiadanie o Batmanie idzie mu naprawdę przeciętnie. Przez to cierpi również Superman, z którym już miał do czynienia, a jednocześnie w BatmanoSupermanie, sprawia wrażenie postaci zaniedbanej. Nawet ten nieszczęsny Ben Affleck, który do Christiana Bale'a – ostatniego Batmana – się nie umywa, to w roli Mrocznego Rycerza nie prezentuje się źle. Wręcz przeciwnie, jest znośny i ma w sobie co nieco z superbohatera. Oglądając Świt sprawiedliwości, ostatecznie tej sprawiedliwości nie doznajemy. Moi drodzy, czy sprawiedliwym jest zmarnowanie potencjału takich postaci i okrojenie ich w zasadzie do minimum? Odpowiedź pozostawiam Wam. 


4. Plac zabaw 
reż. Bartosz M. Kowalski 

Plac zabaw miał zapewne powiedzieć coś nowego. Zrobić na odbiorcy wrażenie i na zawsze pozostać mu w głowie, ale ten film pozostaje w głowie tylko i wyłącznie ze względu na drastyczność sceny, a nie samą tematykę. Pokazanie czegoś nowego nie równa się jednocześnie przerysowaniu i uwypukleniu tego, co już wiemy. Uderzenie w najczulsze struny odbiorcy to niesmaczne przekombinowanie, ale i bazowanie na kontrowersji, która poraża, ale pozostanie tylko i wyłącznie kontrowersją. Kowalski po bardzo dobrej pierwszej części filmu, kieruje się w wydarzenia, w których nieznane są nie tylko motywacje samych bohaterów, co przede wszystkim nie jest czytelny zamysł samego reżysera. Całość sprawia wrażenie usilnego połączenia dwóch historii, które łączy jedynie dwójka chłopców i nic więcej. W skrócie – są emocje i ostatecznie wielkie uderzenie, które pozostaje tylko uderzeniem. I trzaskaniem foteli osób wychodzących z sali.  


3. Putin Forever? 
reż. Kirill Nenashev 

Film wbrew pozorom nie o Putinie, ale bardziej o jego przeciwnikach, którzy trochę nieudolnie walczą z jego potęgą. Dokument wybitnie nieangażujący i stawiający widza gdzieś obok w zupełnym zobojętnieniu. To smutne, że oglądając na ekranie tak skrajne obrazy polityczne, nie wzbudzają one w nas żadnych emocji, nawet złości. Złości i irytuje bardziej sam film, pozbawiony dynamizmu. Putin Forever? to bardzo długi i – jak bardzo nie lubię tego określenia, tak tutaj pasuje nadzwyczajnie – nudny film. 


2. Neon Demon 
reż. Nicholas Winding Refn 

Problem z najnowszym filmem Refna polega przede wszystkim na tym, że to jednocześnie jeden z najgorszych filmów jakie widziałem, a jednocześnie taki, który ma na tyle dobrych pojedynczych elementów, że w takich kategoriach jak najgorszy film mówić się o nim nie powinno. Bo jest pierwsza scena, która zasługuje na miano małej perełki i jest też kilka totalnych głupstw, które są poniżej wszelkiej krytyki. Więc ten film czasami, chciałoby się ocenić na piękną dychę, czasami na trójkę, a najczęściej na cokolwiek poniżej zera. Bo naprawdę Neon Demon jest tworem filmowym, który niejednokrotnie chce się określić mianem „mniej niż zero”.  


1. Smoleńsk 
reż. Antoni Krauze 

Smoleńsk przypomina trochę taki film zrobiony na szybko. Bo już czas, żeby taki film powstał. Bo już czas, żeby ludzie poznali prawdę. Bo już czas, żeby ktoś nam uwierzył. Jednak jak uwierzyć w coś, co wyzbyte jest nawet z grama naturalności, a jedynie wykłada na ławę suche fakty, co z filmem i tworzeniem filmu niewiele mają wspólnego. Jakiekolwiek plusy? Jeden moment muzyczny, bo w tym przypadku nawet Michał Lorenc zawodzi. (EDIT: Pragnę wprowadzić pewne sprostowanie. Smoleńsk jako film jest zdecydowanie najgorszym z najgorszych w tym rankingu i z żadnym z powyższych filmów nie stawiam go na równi. Ba, każdy z nich jest filmem dużo lepszym, a w rankingu ciężko uwypuklić poziomową różnicę pomiędzy pierwszym a innymi miejscami. W tym przypadku jest ona kolosalna. Film Krauzego trochę wybiega poza tę kategorię, biorąc pod uwagę pozostałe filmy, ale ciężko go w tym rankingu nie uwzględnić, skoro dość dosadnie wypowiedziałem się o nim we wrześniowej recenzji. Każdy z filmów jest moim osobistym filmowym rozczarowaniem, bądź w moim odbiorze jest po prostu słabym filmem, ale - powtórzę - żadnego z nich nie stawiam na równi ze Smoleńskiem. Wreszcie to do niego trafiło miejsce pierwsze.)

Komentarze