Fale Nowej Huty – recenzja filmu „Fale” (2016)


Krakowska Nowa Huta – patrząc zupełnie stereotypowo – jest w zasadzie idealnym podłożem do stworzenia filmu Grzegorza Zaricznego, który balansuje gdzieś pomiędzy filmową fikcją i dokumentalnym naturalizmem. Punktem wyjścia do przedstawienia dwóch trudnych rodzinnych relacji stają się tytułowe fale. 

Stereotyp. To w zasadzie słowo klucz filmu Fale, który zresztą plasuje się całkiem wysoko na liście tegorocznych międzynarodowych sukcesów polskiego kina (przyznajmy, udział w Konkursie Głównym na Festiwalu w Karlovych Warach brzmi dość poważnie). Stereotyp, w który Zariczny wpada już na samym początku, osadzając swój film w Nowej Hucie. Kolejne stereotypy mnożą się z każdą kolejną sceną. Główne bohaterki są fryzjerkami w jakiejś podrzędnej zawodówce. Odbywają praktyki w salonie fryzjerskim, który pamięta moment wprowadzenia stanu wojennego. Same wyglądają tak, jak młode dziewczyny z problemami powinny wyglądać w wyobrażeniu każdego. Pierwsza z nich jest typem chłopczycy, dużo przeklina i w zasadzie niewiele więcej robi. Druga – wygląda jakby stała się ofiarą jednego z nowohuckich lumpeksów. Stereotypy już na samym starcie zabijają Fale. Z jednej strony, uwydatniają patologiczną przestrzeń, jaką Zariczny w swoim filmie chciał przedstawić. Z drugiej jednak, czuć w tym wszystkim mnóstwo fałszu i nieprawdy. 


Nieprofesjonalne aktorki wpisują się dość dobrze w całą scenerię filmu Zaricznego, dodając mu nutę dokumentalnej autentyczności (reżyser na szczęście nie przekracza cienkiej granicy między nutą dokumentalnej autentyczności a żałosnym paradokumentem). Docenić można je jako poniekąd odważne aktorskie debiuty, ale ich bohaterki niezwykle męczą. Nie wynika to nawet z ich zwykłości i szarości, ale samego stylu bycia. Bo w Falach patologia i problemy budowane są głównie na mnożących się „kurwach”. Poważniejsze problemy choć niby są, to ani przez moment nie wychodzą na pierwszy plan, a same Fale po seansie postrzega się trochę jako film, który jest trafnym spojrzeniem, który ostatecznie do niczego nie prowadzi, nawet szczególnych emocjonalnych porywów. 

Owszem, pod koniec coś w tym filmie pęka, a relacja pomiędzy jedną z głównych bohaterek i jej matką trochę chwyta za serducho. To jednak trochę za mało. Fale są szare. W dodatku Zariczny prezentuje nam tylko jeden odcień szarości. Szarość bardzo stereotypową. 

Ps. Smutne jest trochę to, że film, który wspomagany jest przez Krakowski Fundusz Filmowy, prezentuje jedynie krakowską elektrownie, kilka przystanków i charakterystycznego Krakowiaka, zmierzającego na Kurdwanów. Trochę słabo. Nowa Huta jest wbrew pozorom naprawdę ciekawa.

Komentarze