15 najlepszych filmów 2016 roku


Idąc ku końcowi rocznych podsumowań, czas przyjrzeć się najlepszym filmom ubiegłego roku. 2016 rok przyniósł nam wiele bardzo dobrych filmów, chociaż był to pierwszy raz, kiedy przez cały rok nie przyznałem żadnej „dyszki”. Dużym zaskoczeniem okazało się kino polskie, które drugi raz z rzędu triumfuje w moim filmowym rankingu (w ubiegłym roku była to Małgorzata Szumowska i jej Body/Ciało). Przed Wami piętnaście najlepszych filmów 2016 roku wg szpachello.pl! (drodzy Państwo, nie zdążyłem jeszcze zobaczyć Łotra!)




15. Spotlight 
reż. Tom McCarthy 

To jeden z najciekawszych dramatów dziennikarskich ostatnich lat (chociaż owszem, nie dorównuje uwielbianemu przeze mnie Erin Brockovich), który choć budowany jest trochę na kontrowersji, a jego przekaz jest już od początku jasny, to stanowi kawał bardzo dobrego, amerykańskiego kina, którego najmocniejszą stroną jest przede wszystkim emocjonalna zagrywka wobec widza i ciągłe trzymanie go na sznurku, by za specjalnie nie oddalał się emocjonalnie od historii. 


14. Alojzy 
reż. Tobias Nolle 

Film widziałem prawie pół roku przed premierą w ramach krakowskiej OFF Camery. Polską premierę przegapiłem, chociaż na samą myśl o festiwalu, przypominam sobie na samym początku właśnie ten tytuł. Alojzy to niezwykle smutny film o samotności, w którym głównego bohatera ratuje (albo i wręcz przeciwnie…) od niej wyobraźnia. Niezwykle magnetyzujący i porywający seans, a jednocześnie bardzo prosty w swoich środkach i niezwykle kameralny. 


13. Planeta singli
reż. Mitja Okorn 

To całkiem miłe dla takiego Pawła (czyt. mnie), broniącego zawsze polskiego kina i mówiącego, że nie warto oceniać go przez pryzmat komedii romantycznych, kiedy okazuje się, że nawet one potrafią niesamowicie zaskoczyć. Planeta Singli to bezsprzecznie jedna z najcieplejszych i najbardziej uroczych niespodzianek, jakie otrzymałem właśnie od polskiego kina. I co ciekawsze, mój entuzjazm nie jest odosobniony. Planeta Singli – jakkolwiek przedziwnie i absurdalnie to nie zabrzmi – jest jedną z najważniejszych tegorocznych premier, a sam reżyser, który stoi również za powstaniem pierwszej części Listów do M., powinien być jedynym reżyserem w Polsce uprawnionym do realizacji komedii romantycznych. Wielkie wow.  


12. Jestem mordercą 
reż. Maciej Pieprzyca 

Tematycznie i gatunkowo Pieprzyca tym filmem uderza w dużo poważniejsze tony niż w swoim wcześniejszym dokonaniu. Nie przeszkadza mu w tym nawet komunistyczna Polska, przedstawiona w trochę groteskowym świetle. Niby szara i ponura, ale na tyle absurdalna, by wywoływać w widzach – obok irytacji oczywiście – mały uśmiech na twarzy. Bo są to obrazki dość komiczne (scena z telewizorem, przykład idealny), choć niekoniecznie miłe i sprawiedliwe. Nie ma więc zbędnego patosu i stania na milicyjną baczność. Jest za to nieprzesadnie poważne i ciekawe kino. Bardzo dobre kino. 


11. Gdzie jest Dory? 
reż. Andrew Stanton 

Gdzie jest Nemo? to bezsprzecznie moja ulubiona bajka. Niezwykle urocza, wzruszająca i jednocześnie bawiąca do łez. Bałem się drugiej części. Po tylu latach trójka przyjaciół mogła stracić swój urok. Stało się jednak zupełnie inaczej. Gdzie jest Dory? nie jest równie perfekcyjne jak część pierwsza, ale to bardzo przyjemne i zabawne kino, w którym ponownie Dory szaleje na ekranie, naprzemiennie bawiąc i wzruszając (sceny z małą rybką, serce mi się krajało). I kilka nowych przezabawnych postaci, wśród których króluje Becia. 


10. Moje córki krowy 
reż. Kinga Dębska 

Głośno było o tym filmie na początku roku i wielu ludzi już zdążyło o nim zapomnieć przez dwanaście miesięcy coraz to głośniejszych premier. Moje córki krowy to przede wszystkim kapitalne trio aktorskie Agaty Kuleszy, Gabrieli Muskały i Mariana Dziędziela oraz niezwykle charyzmatyczny pojawiający się na drugim planie Marcin Dorociński. Bardzo prawdziwy film, podczas którego będziecie się śmiać, jednak trochę bardziej przez łzy. 


9. Wołyń 
reż. Wojciech Smarzowski 

Wołyń nie pokazuje wojny jako dramatu i czegoś w jakimkolwiek stopniu złego. Wojna w Wołyniu to prawdziwe piekło. Cenię Smarzowskiego jako reżysera, ale nie mogę powiedzieć, że go uwielbiam. Reżysera takich filmów nie da się uwielbiać. Takich szarych. Prawdziwych. Brutalnych. Kłujących widza w miejsca, w które nie chciałby nigdy zostać ukłuty. Wołyń kłuje tak mocno jak jeszcze żaden film Smarzowskiego. 


8. Lobster 
reż. Yorgos Lanthimos 

Najpierw znalazł się w czołówce najważniejszych premier tego roku. Ostateczne obejrzałem go dopiero pod jego koniec. Umknął mi, kiedy pojawił się w kinach, a później ciężko było mi jakoś do niego wrócić. Lobster to film o samotności w najsmutniejszym tego słowa znaczeniu. Samotności w świecie, w którym jest ona grzechem ciężkim, za który traci się dotychczasowe życie. Przeraża to, że miłość przestaje być tutaj uczuciem, przypominając bardziej przymus. Drogi singlu, a Ty w jakiego zwierzaka chciałbyś się zamienić? 


7. Z innego świata 
reż. Nicole Garcia 

Z innego świata to opowieść o kobiecym zagubieniu. Obraz szaleństwa, który związany jest z dążeniem do postawionych sobie z góry ideałów – przede wszystkim miłosnych. Melodramat, do którego wrzucony został ten film, to jedynie pewna rama gatunkowa. Tak naprawdę to mocny dramat kobiety. Wielka w tym filmie jest Marion Cotillard, która balansuje pomiędzy rzeczywistością i tym, co jedynie wyobrażone. 


6. Wszystkie nieprzespane noce 
reż. Michał Marczak 

Wszystkie nieprzespane noce to film o życiu, za którego właściwy synonim – przez pryzmat spojrzenia Marczaka oczywiście – można uznać również wieloletnią imprezę i beztroskę, w której pławią się główni bohaterowie. Beztroska wiąże się jednocześnie z problemem pewnego bezsensu, który niby kryje się pod ogromnym zbiorem barwnych piosenek, ciekawych estetycznie ujęć i różnorodnych ludzi, ale gdzieś przez prawie dwie godziny daje on o sobie znać, przez co obok wyjątkowych doznań wizualnych, pojawia się pytanie o życie samo w sobie. Wszystkie nieprzespane noce wizualnie są takim prawie dwugodzinnym instagramowym filmem, który ktoś podkradł z profilu jakiegoś hipstera-artysty i wpuścił na ekrany polskich kin. I ten soundtrack. Potężne serducho do oceny. 


5. Pokój 
reż. Lenny Abrahmson 

To był film, któremu po cichu kibicowałem w walce o Oscary w 2016 roku. To bezsprzecznie najlepszy oscarowy film. Przeszywający. Duszny. W połowie uderzający niczym najmocniejsze thrillery. W drugiej połowie ujmujący jak najmocniejsze dramaty z krwi i kości. Pokój to film niesamowity. Fenomenalnie zagrany nie tylko przez nagrodzoną Oscarem Brie Larson, ale przede wszystkim młodziutkiego Jacoba Tremblay'a, który skradł swojej filmowej mamie praktycznie cały film. Zmięła mnie ta historia.


4. Tancerka 
reż. Stéphanie Di Giusto 

Tancerka to film o kobiecie, która tak naprawdę tancerką nie była. Loie Fuller to przede wszystkim artystka, która właściwie z niczego zrobiła intrygującą sztukę, zachwycającą ludzi na całym świecie pomimo upływu lat. To jeden z tych zwykłych niezwykłych filmów, które oprócz tego, że mówią o sztuce, same w sobie są hipnotyzującym doświadczeniem artystycznym. 


3. Ostatnia rodzina 
reż. Jan P. Matuszyński 

To Ostatnia rodzina powinna być polskim kandydatem do Oscara, bo to nie tylko historia bardzo uniwersalna, ale przede wszystkim opowieść o wspaniałych ludziach, którymi powinniśmy się chwalić zagranicą. To bardzo poruszający film, po seansie którego nikt nie wstawał. Pojawiły się napisy końcowe, a ludzie siedzieli jak zaklęci. Na twarzach niektórych dostrzec można było wzruszenie i łzy, a niektórych – w tym mnie – złapał emocjonalny paraliż. Najlepsze w Ostatniej rodzinie jest jednak to, że Matuszyński w swoim filmie nie dostrzega Beksińskich, ale przede wszystkim ludzi w najbardziej ludzkim tego słowa znaczeniu. 


2. Nowy początek 
reż. Denis Villeneuve 

Po fenomenalnym Labiryncie i jeszcze lepszym Wrogu, Denis Villeneuve – zaraz po Dolanie, mój drugi ulubiony kanadyjski reżyser – zmienił trochę gatunek swoich filmów i skierował się w stronę science fiction. Nowy początek to jednak bardziej dramat niż film z tego gatunku. Choć pojawiają się obcy i tajemniczy obiekt z innego świata, to pozostają w cieniu kobiety i jej osobistego dramatu. Nowy początek już w pierwszych scenach przyprawił mnie o ciarki i świeczki wzruszenia w oczach, a później jeszcze wprowadził w stan balansowania pomiędzy fascynacją i pewnym niepokojem związanym z historią obcych. Pół żartem, pół serio – Sci-Fi dla humanistów. W najlepszym wydaniu! 


1. Zjednoczone stany miłości 
reż. Tomasz Wasilewski 

Zjednoczone stany miłości – podobnie jak dwa poprzednie dokonania Wasilewskiego W sypialni oraz Płynące wieżowce – to film bardzo ciężki i wymagający. Nie chodzi nawet o samą historię, ale przede wszystkim o atmosferę, która tej historii towarzyszy. Wasilewski osadza swoich bohaterów w czasie ustrojowego przełomu, którego skutki są trochę mniejsze niż ludzie początkowo mogliby się tego spodziewać. Jest szaro. Bardzo przygnębiająco, a cztery główne bohaterki próbują uporać się z różnymi problemami. Łączy je jednak jedno – tytułowe problematyczne miłosne stany w jakich się znajdują. Od miłości na odległość, po miłość zakazaną, albo raczej miłość nie do pomyślenia w pokomunistycznej Polsce. Choć każdy z nich jest całkowicie odmienny, to wiąże się z nieszczęściem i rodzącym to nieszczęście miłosnym niespełnieniem. Mam coraz bardziej nieodparte wrażenie, że Tomasz Wasilewski kręci filmy dla mnie. Kiedy każdy z jego filmów totalnie dzielił widzów, ja zawsze stawiałem jego dokonania pośród najlepszych w danym roku. Tym razem mamy do czynienia z tegorocznym najlepszym.

Komentarze