Skazani na śmierć – recenzja filmu „Ja, Olga Hepnarova” (2016)


Olga Hepnarova to przykład człowieka, w przypadku którego kumulacja nieszczęścia doprowadziła do tragedii kilkunastu innych osób. Tragedii, która w tym konkretnym i w pewnym sensie przerażającym przypadku jest równa śmierci. 

Ja, Olga Hepnarova to intrygująco wystylizowany film, od którego niekiedy nie można oderwać wzroku. Surowe czarno-białe kadry uderzają w widza razem z samą historią, która na papierze mimo wszystko brzmi trochę lepiej niż w samym filmie. Obok zachwycających walorów estetycznych samego filmu, ciężko nie odczuć powolnej narracji, która – szczególnie w połowie – zaczyna trochę męczyć i niecierpliwić. Powiedzieć, że robi się bezpłciowo czy nijako, to chyba zbyt wiele powiedziane, ale momentami przestaje coś w tej historii iskrzyć, a sama wewnętrzna walka głównej bohaterki i jej upadek w nieszczęście, wywołują stosunek raczej obojętny. Koło samej filmowej Olgi ciężko jednak przejść obojętnie. Niejednych może dziwić jej motywacja do niektórych czynów, wiążąca się bezpośrednio z nieszczęściem, niekiedy trochę wmawianym (choć nie mi to oceniać), jednak w tej motywacji tkwi pewna prawda, z którą najłatwiej utożsamią się osoby odtrącone. Osobiście Hepnarovej raczej nie współczułem. Nie czułem złości. Nie czułem też politowania. Nie czułem chyba niczego.


Michalina Olszańska, która widzom dała się poznać w zupełnie przeciętnych, ale bardzo docenianych zagranicą Córkach Dancingu, jako Olga Hepnarova jest bardzo mroźna. Przeszywa widzów wzrokiem pełnym bólu i nienawiści, a zakończenie filmu to niejednoznacznie zagrany, stłumiony obraz szaleństwa. W ramach festiwalu OFF Camera w Krakowie, twórcy mówili, że Olszańska nie była pierwszym wyborem do tytułowej roli, choć wydawało się, jakby ta rola była wręcz napisana dla niej. Znakomita kreacja, która powinna otworzyć jej drzwi do kariery aktorskiej, miejmy nadzieję, że nie tylko w Polsce. Wreszcie Ja, Olga Hepnarova jest europejską koprodukcją. 

Końcówka robi równie powalające wrażenie, co sam list Olgi Hepnarovej, dotyczący jej nieszczęścia i to właśnie wtedy dokonuje się przemoc wobec widza – po długiej pustce i nieodczuwaniu niczego, dostajemy bardzo mocny cios. Koniec końców, Ja, Olga Hepnarova to uderzający emocjami film, któremu w trakcie brakuje nie tyle samych emocji, co trochę głębszej analizy wewnętrznych przeżyć Hepnarovej. Tak, otrzymujemy film, który właściwie uderza i niczego więcej nie robi.

Komentarze