Kobieta w męskim świecie nauki – recenzja filmu „Maria Skłodowska-Curie” (2016)


Powiedzieć, że Maria Skłodowska-Curie to jedna z najważniejszych Polek w historii, to jakby nie powiedzieć o niej samej w zasadzie nic. Pierwsza kobieta wyróżniona Nagrodą Nobla. Co więcej, jego dwukrotna laureatka. Matka kolejnej laureatki i – przede wszystkim – wspaniała postać, będąca nie tylko kobietą, ale przede wszystkim naukowcem, naprzeciwko której stał pozornie nieprzystępny, zdominowany przez mężczyzn świat nauki.

Marie Noelle skupia się w swoim filmie na kilku latach z życia Skłodowskiej-Curie, przypadających na okres pomiędzy otrzymaniem pierwszej i drugiej Nagrody Nobla. To najprawdopodobniej najważniejszy okres w życiu polskiej chemiczki, ale patrząc przez pryzmat samego filmu, wydaje się bardziej subiektywnym wyborem reżyserki. Cały film, bowiem, jest jednym wielkim „subiektywnym wyborem”. Nie można pozbawić się wrażenia, że Noelle pokazuje w filmie właściwie to, co jest dla niej wygodne. Poszatkowana historia przypomina bardziej album z życia tytułowej bohaterki. Niekompletny dziennik, który pokazuje Skłodowską-Curie bardziej jako kobietę niż zawziętego naukowca. I w tym obrazowaniu nie ma niczego złego. Perypetie miłosne bohaterki uwypuklają jej kobiecość w obliczu ciągłej rywalizacji ze światem męskiej dominacji. Problemem jest jednak rozpoczynanie wątków, wprowadzanie niby istotnych postaci i późniejsza niekonsekwencja, przez co film ogląda się trochę jak wybór scen z życia Skłodowskiej-Curie – raz jako naukowca, raz jako kobiety, raz jako kochanki, a jeszcze kiedy indziej jako dobrej matki. Brakuje w tym wszystkim jednak spójnej narracji.


Maria Skłodowska-Curie w filmie Marie Noelle to przede wszystkim kobieta. Kiedy wydawać by się mogło, że to właśnie pomiędzy jej wielkimi naukowymi sukcesami znajdowały się miłosne uniesienia i szeroko rozumiana kobiecość, w jej biografii to właśnie te dwie niby mniej istotne kategorie odgrywają właściwie najważniejszą rolę. Wątek romansu, który rozgrywa się po śmierci męża tytułowej bohaterki, tworzy w głowie odbiorcy wiele pytań, nierzadko zresztą sugerowanych przez samych twórców. Głównym tematem filmu o Marii Skłodowskiej-Curie jest przede wszystkim zdefiniowanie pojęcia miłości. Wątek miłosny sugeruje, że jest to bezbłędne dopasowanie i wspólne wspieranie się we własnych działaniach, będąc tak naprawdę czymś w rodzaju pewnej wymiany. Próby zastąpienia braku. Idąc może w tę bardzo negatywną dla samej bohaterki stronę, chęć znalezienia mężczyzny, który wzmocniłby autorytet bohaterki, która była wówczas tylko kobietą. Objawia nam się obraz dwóch ludzi w jednym człowieku – mamy do czynienia z naukowcem i pewną kobietą-skandalistką, na którą trochę na wyrost kreowana jest Skłodowska-Curie. Jakby twórcy chcieli nas utwierdzić w przekonaniu, że była silną kobietą i wyłamującą się ponad ówczesne normy, chociaż zrobili już to kilkukrotnie dużo wcześniej.

Potęgą Marii Skłodowskiej-Curie jest wcielająca się w nią Karolina Gruszka – dla mnie aktorka zagadka, która lubi mnie zaskakiwać, ale i często trochę rozczarowywać. Niesie na swoich barkach całą tę podziurawioną historię. Odnajduje się w pociętej narracji i w każdym z wcieleń Skłodowskiej-Curie jest niezwykle konsekwentna. Ratuje w zasadzie Noelle z opresji, nadając swojej bohaterce mnóstwo charyzmy i charakteru, a świetna charakteryzacja niekiedy pozwala zapomnieć o tym, że Gruszka jest jedynie wcieleniem polskiej chemiczki. Realizacyjnie sam film jednak nie przekonuje tak, jak przekonywać w zamierzeniu powinien. Zdjęcia Michała Englerta, którego podziwiam za każdy film zrobiony we współpracy z Małgorzatą Szumowską, są jednocześnie piękne i w niektórych scenach męcząco prześwietlone (za to sceny, podczas których bohaterka dowiaduje sie o śmierci męża, są wręcz doskonałe), a w skutkach dość kiczowate. Podobnie jak montaż, który nieudolnie stara się dodać płynności samej narracji.

Czy jestem zadowolony z biografii Marii Skłodowskiej-Curie? I tak, i nie. Historia zobrazowana przez Noelle jest niezwykle urokliwa i pełna Skłodowskiej-Curie, jakiej obraz od lat buduje się w naszych głowach. Jednocześnie nie brakuje tej biografii nuty naiwności i – szczególnie bliżej końca – coraz mocniejszego akcentowania kobiecej niezależności bohaterki, która nie wstydziła się swojej nieakceptowanej przez innych miłości. Ale właśnie – jak rozumieć po seansie tego filmu miłość?

(jedno oczko wyżej za znakomitą Karolinę Gruszkę) 

Komentarze