Ludzie zwierzęta i zwierzęta – recenzja filmu „Pokot” (2017)


Trzeci sukces z rzędu polskiego twórcy na festiwalu filmowym Berlinale. Najpierw Małgorzata Szumowska za reżyserię, później Tomasz Wasilewski za scenariusz, a teraz Agnieszka Holland. Tą nagrodą Pokot ogłoszony został dziełem filmowym otwierającym nowe horyzonty sztuki filmowej. I tych nowych horyzontów jednak chyba trochę zabrakło. 

Pokot był dla mnie filmem ważnym przede wszystkim dlatego, że za książkę, którą inspirowany był film Agnieszki Holland, odpowiada Olga Tokarczuk. Jej literatura ma w sobie coś, co za każdym razem mną wstrząsa (po cichutku marzę, że jeżeli ktoś miałby przenieść na kinowy ekran jej Ostatnie historie, jak na razie moje ulubione, chciałbym, żeby była to Małgorzata Szumowska, mam wrażenie, że tylko ona oddałaby przeszywającą surowość tej historii). W Pokocie jednak tego brakuje. Brakuje czasami jakby samego ducha Olgi Tokarczuk. Brakuje przede wszystkim wyrazistości samej opowieści. Pokot jest mdły. Przechodzi się przez niego bez żadnego emocjonalnego pobudzenia, mimo że to historia o walce i szaleństwie wynikającym z ludzkiej wrażliwości. Brakuje uderzenia, którego nie przynosi nawet niezwykle dynamiczne (i piekielnie dobre) zakończenie. 

Wróćmy jednak jeszcze do samych nowych horyzontów, które ten film powinien otwierać, a ostatecznie dzieje się zupełnie na odwrót. Pokot balansuje trochę pomiędzy pewnymi stylistykami. Można zacząć od ciekawego humoru, idąc przez trochę oderwane od rzeczywistości postaci, które nijak mają się do napięcia, które budowane jest na ekranie (popatrzmy na Dyzia i naprawdę intrygującego Gierszała w tej roli), kończąc na scenach rodem z horrorów, które równie dobrze mogłyby się znaleźć w Wołyniu Smarzowskiego. Nie brakuje też miejsca na wizualną finezyjność, której źródłem jest niewiarygodnie piękna Kotlina Kłodzka. Ostatecznie Holland jedynie zagląda do różnych stylistyk, by ostatecznie pozostać w swojej hermetycznej wizji filmu, której pozbawia świeżego spojrzenia. To podobny przypadek do Powidoków Wajdy, tyle że tym razem mamy do czynienia z filmem formalnie dużo lepszym – ciekawiej wykonanym (bo jednak eksperymentowanie ze stylistykami należy docenić, mimo pewnej nieskuteczności tego działania), wizualnie ładniejszym i dużo lepiej zagranym (Agnieszka Mandat i Wiktor Zborowski są fenomenalni). 


Cała historia bazuje na dość łatwym podziale na dobro i zło, który im bliżej końca, tym coraz bardziej ulega pewnemu zatarciu. W Pokocie wszystko jest albo czarne, albo białe. Nowoczesne i związane z postępem oraz nową wrażliwością, albo zacofane, kierujące się wartościami rodem z ciemnogrodu. „Wartości ciemnogrodu” mogą trochę irytować, a podział na myśliwych i obrońców przenosi się również na Kościół, sytuując go zdecydowanie po stronie zacofania i agresji. Kościół jest tutaj despotyczną instytucją, która wpaja w mieszkańców małych wiosek myśliwe/negatywne wartości, wykorzystując ich nieświadomość i odnosząc się do przestarzałych tradycji. Pokot niebezpośrednio i nie wiem czy do końca świadomie, ale w mniejszym lub większym stopniu uderza w instytucję Kościoła, policję i również w przedstawicieli płci męskiej, pośród których znaleźć można praktycznie samych – idąc za dyskursem feministycznym – stereotypowych „białych heteroseksualnych mężczyzn” (a w jednego z nich wciela się Andrzej Grabowski, po raz enty i do znudzenia w tej samej roli). I jest w tym uderzaniu niezwykle konsekwentny. Uderza prosto w punkt. W samym Pokocie brakuje jednak troszeczkę nuty jakiejś obiektywności, bo czasami zamiast być filmem, staje się bardziej atakiem i jednym wielkim zarzutem. 

Pokot jest filmem problematycznym. Konsekwentnym i do bólu subiektywnym. Eksperymentującym i zamkniętym jednocześnie. Dobrze poprowadzonym, ale pozbawionym iskierki, która pociągnęłaby za sobą widza. Cieszę się ze Srebrnego Niedźwiedzia i mam nadzieję, że to nie ostatnia nagroda dla Pokotu, mimo że osobiście stanę raczej pomiędzy entuzjastami a krytykami nowego filmu Holland. Zobaczcie nawet tylko dla tej nagrody, bo to na pewno jeden z największych tegorocznych międzynarodowych sukcesów polskiego kina. To wreszcie nagroda na Berlinale!

Komentarze