Bitwa Nolana pod Dunkierką – recenzja filmu „Dunkierka” (2017)


Od ostatniego Interstellar, które zostało dość skrajnie przyjęte nie tylko przez krytyków, ale przede wszystkim przez wielkich fanów Nolana, Dunkierka wyrosła na jedną z najważniejszych premier tego roku (jeśli nawet nie najważniejszą). Reżyser w tym filmie porzuca świat Incepcji, przepełnione przestępczością miasta niczym Gotham City Batmana i kosmos, by wrzucić nas w sam środek II Wojny Światowej i tego, co wówczas działo się we francuskiej Dunkierce. Nolan stoczył filmową bitwę z tematem bardzo trudnym i bez wątpienia wraca z tej bitwy jako zwycięzca.

Nie jestem miłośnikiem kina wojennego, więc nie padnie tutaj żadne sformułowanie, że Dunkierka to film, który wprowadza nową jakość do kina wojennego czy jakkolwiek wyprzedza jego dotychczasowe dokonania, choć Nolan już niejednokrotnie pokazał, że lubi wszystkich wyprzedzać. Dunkierka jest dramatem, w którym dramat nie jest rozumiany jako czyjeś nieszczęście. Pod tym dramatem kryje się raczej wojenna bezwzględność i dopiero później płynące z niej nieszczęścia, strach setek tysięcy ludzi i śmierć. Nie ma w niej czasu na jakiekolwiek rozmowy i kalkulacje, przede wszystkim w działaniach jednostek, zdających się niekiedy na swoją indywidualność. Nolan tę szybkość i gwałtowność w swoim filmie bardzo mocno akcentuje, szczególnie przez dość ograniczone dialogi, które zastąpione są akcją, narzucającą zawrotne tempo już właściwie od pierwszej sceny. Zaskakujące jest jednak zaangażowanie, jakie ten film wywiera na odbiorcy. Niby Dunkierka nie wrzuca nas w ten wojenny wir i odbiór filmu nie jest wyjątkowo dotkliwy, choć mnożących się, zupełnie skrajnych emocji, nie można mu odmówić. Z drugiej strony – z wydarzeń przedstawianych w Dunkierce Nolana nie możemy się wydostać, niczym Ci żołnierze uwięzieni nad brzegiem morza. Niby nie znajdujemy się w trakcie filmu na równi z żołnierzami i reżyser nas w tym punkcie również nie ustawia, a jednocześnie pełni odpowiedzialności tkwimy w tym wojennym obrazie razem z nimi.


Dunkierka jest oczywiście trochę ugrzecznionym obrazem wojny. Brak tutaj bezkompromisowości, jaką przypisać można chociażby Wojchiechowi Smarzowskiemu w Wołyniu (choć to oczywiście dwie zupełnie inne historie). Nolan nie szczędzi sobie pompatyczności, jakiej nie powstydziłyby się inne najdroższe wakacyjne blockbustery. Obok niej nie zapomina o nucie ckliwości, która kieruje Dunkierkę trochę w stronę powszechnie rozumianego „typowego amerykańskiego filmu”. Ostatecznie takim filmem się nie staje, a Dunkierka będąc blockbusterem, jest przede wszystkim bardzo emocjonującym widowiskiem oraz reżysersko wysmakowanym filmem, w którym czuć warsztat i doświadczenie Nolana. To nie jest jakiś byle jaki blockbuster, który ma zrobić na znanych nazwiskach pracujących przy filmie. To reżyserski majstersztyk, który na pewno namiesza jeżeli nie w samych nagrodach, to na pewno w nominacjach do przyszłorocznych Oscarów.

Zaangażowanie, które jest zdecydowanie najmocniejszą stroną Dunkierki, podsyca również drugi wizjoner, pracujący przy filmie Nolana. Mam tutaj na myśli Hansa Zimmera i jego perfekcyjną muzykę, nie tylko współpracującą ze scenami batalistycznymi czy potęgującą stan niepokoju w momentach bez wyjścia, ale momentami wręcz wyłamującą się ramom filmu i kierującą się w stronę uwięzionego w Dunkierce widza. Uwięzienie jest nie tylko głównym tematem w tej historii, ale przede wszystkim jest najważniejszym punktem odbioru. Przesycone jest ono intensywnością, pewnym niepohamowaniem i przenikliwością. Sama Dunkierka to film o ludziach, których najważniejszą motywacją do walki jest dom i wszystko, co pod słowem „dom” jest ukryte. O przegranych, którzy czuli się przegrani, ale okazali się bohaterami.








Dunkierka znalazła się pośród pięciu najciekawszych premier tych wakacji. 
Sprawdźcie pozostałe! 



foto: imdb.com

Komentarze

  1. Czy po tym filmie śmiało możemy nazwać Stylesa Aktorem przez duże A?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że gwiazdką jednego filmu, tak, jak najbardziej. Był dobry i to mu trzeba przyznać!

      Usuń
  2. Mąż bardzo chciałby iść na ten film, ja niestety - tak jak Ty - nie przepadam za kinem wojennym. Ale zobaczymy jak to się rozwinie w naszym przypadku :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz