Kara w imię miłości – recenzja filmu „Skazana” (2015)


Tytuł recenzji może sugerować banał. Otóż jakaś kobieta postanawia poświęcić się dla ukochanego i bierze na siebie całą winę za popełnione przez niego przestępstwo. Trafia do więzienia, w którym uczestniczy w wielu traumatycznych sytuacjach, które przekraczają niebezpiecznie przede wszystkim sferę komfortu widza. W Skazanej chodzi jednak o coś więcej niż poświęcenie się dla mężczyzny – wzięcie odpowiedzialności za jego czyny. To przede wszystkim bardzo ciekawy obraz więźniarek. Kobiet, które tkwią w świecie pozbawionym mężczyzn.

Mathilde – główna bohaterka filmu – trafia do więzienia, biorąc na siebie winę za czyny swojego męża recydywisty. Prawie każdy zaangażowany w sprawę zdaje sobie sprawę z niewinności kobiety, jednak ta uparcie dąży do skazania. Wykształcona intelektualistka odnajdywała się bardzo dobrze w byciu nauczycielką i miłośniczką literatury. Gorzej jest jej odnaleźć się w nowym, agresywnym środowisku. Poznaje inne kobiety, które – w zależności od długości wymierzonej im kary – żyją w świecie wyzutym praktycznie z mężczyzn, pojawiających się jedynie podczas widzeń (czasami mogłyby być nawet widzeniami niezwykle pikantnymi). Niektóre z nich przybierają ich pewne cechy, kreując się na jednostki dominujące. Więzienie dla kobiet staje się taką małą kobiecą planetą, w której utkwiły nie tylko skazane więźniarki, ale również strażniczki – praktycznie zawsze twarde jak skała, choć w środku niepozbawione tych samych emocji i kompleksów, co więźniarki. Każda z tych kobiet próbuje sobie w tym świecie ułożyć na nowo życie, mimo że świat ten ogranicza wszelkie możliwości do minimum. Tworzą między sobą lesbijskie związki. Współpracują ze sobą i jeżeli nie trzymają się grupami, to co najmniej parami. Knują różne intrygi (i mam niemiłe wrażenie, że w tych intrygach film prezentuje się niestety najsłabiej, przede wszystkim w przypadku Mathilde i jej syna). Często działają przeciwko sobie, ale jeżeli krzywda stanie się którejkolwiek z nich z powodu osoby trzeciej (np. strażniczki), jednoczą się i gotowe są praktycznie na wszystko. W obliczu tego kobiecego świata, który stwarza się automatycznie w więzieniu dla kobiet, w Skazanej przeżycia Mathilde stają się właściwie takim tłem, choć to one miały stać w filmie na pierwszym planie. Rodząca się niepewność głównej bohaterki oraz towarzyszący jej strach, a jednocześnie chęć ratowania swojego ukochanego, trochę się ostatecznie rozmywają. Skazana finalnie okazuje się naprawdę rewelacyjnym portretem kobiet, a jedynie niezłym portretem Mathilde.


Problem portretu głównej bohaterki leży jednak raczej po stronie scenariusza, bo aktorsko Sophie Marceau wyciąga ze swojej roli wszystko, co tylko najlepsze. Generalnie aktorstwo jest punktem w Skazanej, który jest niemal bezbłędny. I nie trzeba skupiać swojej uwagi jedynie na Marceau, ale wystarczy wspomnieć o rewelacyjnej Suzanne Clement, która udowodniła mi, że potrafi być świetna nie tylko w filmach mojego ulubionego Xaviera Dolana, czy Aurore Broutin, która poraziła swoją konsekwentnością i wybuchowością.

Przepadł trochę ten film nie tylko w polskich kinach (w tym przypadku, to być może efekt premiery w bezlitosnym sezonie oscarowym, kiedy kino nieliczące się w oscarowej rozgrywce, dla wielu ludzi mniej liczy się w samym repertuarze), ale przede wszystkim na całym świecie. Szkoda, bo choć do doskonałości mu daleko, Skazana ma w sobie dreszczyk emocji, który polubią zarówno Ci mniej wymagający widzowie, jak i Ci bardziej wymagający. Niemałe zaskoczenie, bo spodziewałem się kina raczej kierującego się w stronę przeciętności, a otrzymałem bardzo dobry film o kobietach i całkiem niezły film o uwikłanej w miłość kobiecie, która potrafi dla niej poświęcić wszystko, nawet własną wolność.



Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję serwisowi Kino Świat VOD. 
Film dostępny w serwisie od 14 lipca!


Komentarze