Popowy głos z Kosowa – recenzja płyty „Dua Lipa” Dua Lipa


Jechałem samochodem i usłyszałem gdzieś w radiu Be the One. Machnąłem ręką. Zobaczyłem przez przypadek gdzieś jej zdjęcie w internecie i rozpływając się nad jej urodą, znowu machnąłem ręką. Dałem się pochłonąć stereotypom, których przecież na co dzień tak bardzo nie lubię. Ładna z nośną piosenką? Odpowiedź nasuwa się chyba sama. Dua Lipa – pochodząca z Kosowa, brytyjska wokalistka i autorka tekstów – trochę mi jednak muzycznie dokopała. Chyba jeszcze nigdy dotychczas aż tak bardzo się nie pomyliłem, a przed przyznaniem się do pomyłki, nigdy tak bardzo nie trzymałem się swojego zdania, nie dopuszczając do siebie nawet takiej myśli, że Dua Lipa może być kimś więcej niż tylko jakąś skromną gwiazdką „na raz”.

Na debiutancki krążek piękności musieliśmy czekać bardzo długo. Pod słowem „piękność” kryje się nie tylko piękna kobieta, ale przede wszystkim wspaniały i niepowtarzalny w popowym świecie głos. To nieszczęsne Be the One, przez które od razu skreśliłem artystkę, dopiero teraz, po premierze debiutanckiego albumu, dostało od losu swoje drugie życie. Później, choć w kwestii popularności nie było tak kolorowo, to muzycznie było jeszcze lepiej. Wakacyjne Hotter Than Hell z fajnym klubowo-tanecznym zacięciem ugruntowało pozycję wokalistki jako pretendentki do tytułu jednego z najważniejszych i najbardziej oczekiwanych debiutów ostatnich lat, a kolejne Blow Your Mind (Mwah) podsycone tym beztroskim, lekko zadziornym całusem, zwróciło mój wzrok w kierunku artystki. Dua Lipa na moją uwagę czekała rok. A może nawet i dłużej. Później były takie single jak ballada Thinking Bout You, która z akustycznej piosenki, szybko staje się konkretną gitarową piosenką o miłości, Lost in Your Light nagrane we współpracy z Miguelem, który trochę przepadł na listach przebojów oraz New Rules. Jedyny singiel, który ukazał się już po premierze debiutanckiego albumu artystki i przyniósł nam niemałą niespodziankę w postaci fenomenalnego teledysku o kobiecej jedności, który można odnieść do tego coraz popularniejszego sloganu „girls power”. A w zestawie obłędna Dua Lipa. Świetnie się tego słucha, ale chyba jeszcze lepiej ogląda.


Ktoś tu miał nosa do singli, ponieważ ich wybór wydaje się wręcz bezbłędny. Sześć piosenek i co najważniejsze – jak się okazuje po przesłuchaniu debiutanckiego albumu piękności z Kosowa – sześć najlepszych piosenek na płycie. Dua Lipa po takim okresie oczekiwania, trochę jednak swoim debiutem rozczarowuje. Na szczęście nie jest to kwestia nijakości, którą przypisać można jedynie do otwierającego płytę Genesis oraz No Goodbyes z kiczowatymi elektronicznymi wstawkami. Również Beggin, choć bardziej wyraziste, sprawia wrażenie trochę zbyt prostego. Dużo lepiej słucha się najlepszego na albumie (oczywiście poza singlami) IDGF, które jest konkretną popową balladą, ze świetnym refrenem. W balladach Dua Lipa prezentuje się bardzo dojrzale i słychać to przede wszystkim w mocnym Garden, do którego ciężko mi się przekonać oraz zamykającym płytę Homesick, w którym artystka brzmi wspaniale z Chrisem Martinem z Coldplay.

Dua Lipa miała swoje pięć minut na tegorocznym Open’erze i choć nie dostała się na główną scenę Festiwalu, dla mnie był to drugi najważniejszy koncert, zaraz po Lorde oczywiście. Liczę jeszcze na jakąś klubową trasę, w której artystka uwzględni któreś z polskich miast (może Kraków?). Dua Lipa zadebiutowała, po długim czasie oczekiwania, co warto w tym przypadku zaznaczyć, i choć jej imienny debiut nie jest debiutem złym, to na pewno rozczarowującym. Słuchając artystki ma się wrażenie, że z jej głosu da się wyciągnąć więcej. Da się go lepiej wykorzystać. Udaje się to w singlach. Problemem jednak okazuje się wybór kolejnego, bo po premierze płyty ukazał się dopiero jeden singiel promujący i przydałoby się płytę promować w dalszym ciągu. IDGF? Homesick? Niby mogłyby być. Z drugiej strony, nie dorastają do pięt temu, co Dua Lipa prezentowała w singlach wcześniej. Niemniej ma w sobie coś ta dziewczyna. W tym ciemnym głosie, który porywa w piosenkach (powoduje, że nawet takie No Lie Seana Paula staje się wyjątkowe), a w występach live brzmi niemal doskonale. Dua Lipa to taka artystka, która balansuje trochę między tym, co rozumiane jest dzisiaj jako dobry pop, z nutą pewnej alternatywności i ukierunkowaniem na bardziej wysmakowanego słuchacza, a jednocześnie tym, co lubią rozgłośnie radiowe na całym świecie. Trzeba się jej przyglądać, bo czuć tkwiący w niej potencjał. Widać go również w bardzo dobrych teledyskach (tu warto wspomnieć nie tylko New Rules, ale również Lost In Your Light i Blow Your Mind). Pomijając niedoskonałości tego krążka, idąc za tytułem piosenki artystki, Dua Lipa zawróciła mi w głowie. Mwah!

Komentarze