Świnia przyjacielem człowieka – recenzja filmu „Okja” (2017)


Głośno było o tym filmie podczas tegorocznego Festiwalu Filmowego w Cannes. Po raz pierwszy o Złotą Palmę walczył film Netflixa, czyli tytuł, który nie trafi do szerokiej dystrybucji kinowej, a jego premiera będzie miała miejsce na internetowej platformie stojącego za nim studia. I pomimo wszystkich kontrowersji wokół udziału filmu w Konkursie Głównym i bojkotu samego filmu przez dość sporą część odbiorców, nie można odmówić Netflixowi dobrego filmu. 

Okja, choć nieidealna, pokazuje, że Netflix może tworzyć nie tylko wielkie seriale, ale z czasem również filmy. Okja opowiada historię młodej Koreanki, która wraz z dziadkiem hoduje super-świnię, w ramach konkursu organizowanego przez wielką amerykańską korporację. Pomiędzy dziewczynką a Okją, na przełomie tych dziesięciu lat trwania projektu, nawiązuje się prawdziwa przyjaźń i kiedy musi dojść do rozłąki, Mi-ja postanawia walczyć o swojego najlepszego gigantycznego przyjaciela. Oprócz przyjaźni, film Netflixa zahacza również o tematy związane ze środowiskiem, życiem zwierząt i ich wykorzystywaniem, czy głodem na Ziemi. Co najważniejsze, bardzo zgrabnie zawiera w sobie i łączy ważne wartości, związane z wymienionymi wcześniej problemami, stawiając w krytycznym świetle amerykańskie korporacje, dla których wszystko jest biznesem. W skutkach, Okja ociera się jednocześnie o wyjątkowo wysmakowane kino familijne, całkiem nieźle trzymające w ryzach kino akcji i dramat obu głównych bohaterek, w którym film sprawdza się niestety najsłabiej. Wynika to być może z przesadnie uwydatnionej satyry, wzmagającej u widza wzrok politowania kierowany w stronę amerykańskiej korporacji i społeczeństwa konsumpcjonizmu. Film stąpa po cienkiej granicy między dobrym smakiem, a karykaturalnością i kilkukrotnie tę granicę przekracza (najczęściej dzięki niewyważonej roli Jake’a Gyllenhaala, którego obłąkany Dr Johnny Wilcox jest nadzwyczaj przerysowany, a co chyba w tym wszystkim najgorsze, przerysowany w sposób zupełnie jednowymiarowy). Podczas tego ciągłego balansowania, czyli naprzemiennego prowokowania widza prześmiewczym tonem oraz odpychania tanią komediowością, w filmie giną postaci, wydawałoby się dla niego najważniejsze – Mi-ja i Okja. 


W pewnym momencie kwintesencja tego filmu zostaje odepchnięta gdzieś na bok, a rozłąka głównych bohaterek staje się zupełnym pretekstem do powiedzenia tego, jak bardzo ludzie biznesu potrafią być bezwzględni. Zamiast poświęcić kilka minut więcej na pokazanie pewnej straty, tęsknoty – których w tym filmie o przyjaźni brakuje mi w zasadzie najbardziej – twórcy skupiają się na korporacjach, posuwających się coraz dalej i dalej w swoich dążeniach. Okja ostatecznie oczywiście porusza człowieka, ale nie sięga po te najgłębsze emocjonalne struny, po które sięgnąć mogła. Szkoda. Mimo że na filmie Joon-ho Bonga nie będą nam potrzebne chusteczki, to bez wątpienia można Okję nazwać filmem spełnionym. Poruszającym ważne tematy w sposób przystępny (a może momentami trochę aż zbyt przystępny) i przede wszystkim robiącym to w iście nowoczesnym hollywoodzkim stylu, w którym pompatyczność ustępuje miejsca niejednoznacznemu humorowi, a barwne (i znowu, czasami trochę zbyt barwne) postaci dodają mu zadziorności. 

Uznajmy Okję za taki zarodek filmowej potęgi Netflixa, której brakuje jeszcze trochę wyważenia, ale czuć tkwiący w niej potężny potencjał. Być może za kilka lat, a może nawet wcześniej, Netflix zaleje nas filmami, które będą dorównywały jego najlepszym produkcjom serialowym. Na razie jest dobrze, a może raczej tylko dobrze, jednak Okja i tak wyrasta na tegoroczną pozycję obowiązkową dla każdego kinomana, bo pomimo wad, wydaje się jednym z najważniejszych tegorocznych filmów. A wykreowana komputerowo super-świnia to jedno z najbardziej uroczych i chwytających za ludzkie serducho stworzeń X Muzy wszech czasów.

Komentarze